poniedziałek, 25 sierpnia 2014

Rozdział 9

No i kolejny rozdział pyknął :D Trochę krótszy niż te poprzednie, ale myślę, że mi całkiem fajny wszedł. Komentujecie!



Draco wpadł do swojego dormitorium jak oparzony. Bez zastanowienia skierował się do barku. Kryształową szklankę wypełnił do połowy whisky, nie bawił się w dodawanie lodu, wypił całość na raz. Krzywiąc się od razu zaczął lać następną. Blaise wyłożony na kanapie z książką do transmutacji w ręku przyglądał się przyjacielowi z wysoko uniesionymi brwiami. Gdy blondyn opróżnił duszkiem już trzecią szklankę czarnoskóry chłopak zdecydował się odezwać.
-Widzę, że szlaban się udał. – Malfoy tylko rzucił mu ostrzegawcze spojrzenie i nalał sobie czwartą szklankę, tym razem dodając już lodu i upijając tylko łyk. Zabini postanowił jak najszybciej wydobyć się z Dracona jakieś informacje, dopóki ten jest jeszcze w stanie mu odpowiedzieć. – Dobra Smoku. Konkrety. Co się stało? I dobrze wiesz, że nie wmówisz mi, że „nic”.
-Jestem pieprzonym idiotom. – odpowiedział siadając na skórzanym fotelu i upijając kolejny łyk bursztynowego płynu.
-Hogwart miał czterech założycieli…
-O czym ty pierdolisz? – Smok spojrzał na niego zdziwiony.
-No skoro mamy mówić rzeczy o których wszyscy wiedzą…
-Wiesz co? Odpierdol się. – Diabeł zamilkł na chwilę. Sam podszedł do barku i sobie również nalał wysokoprocentowej cieczy. Kiedy z powrotem usiadł na kanapie odczekał jeszcze chwilę i dopiero się odezwał:
-Więc? – Malfoy najpierw spojrzał na niego niepewnie, ale zdecydował jednak się odezwać.
-Byliśmy w szklarni. Mieliśmy posprzątać. – przez „Ognistą” jego mózg zaczął pracować na wolniejszych obrotach. – Nawąchałem się jakiegoś proszku od Sprout.
-Iiii? – wyraźnie zaintrygowany ciągnął Blaise. Draco się skrzywił. Bardzo ciężko było mu to przyznać, nawet przed najlepszym przyjacielem.
-Poczułem straszne parcie na Granger. – przyznał.
-Nie mów, że…
-Nie! Oszalałeś? Przecież to jest… - nie umiał dokończyć. Nie umiał wypowiedzieć zwykłego słowa „szlama”, co do tej pory przychodziło mu z taką łatwością. – „Na Salazara co się ze mną dzieje?” – pomyślał. - …Granger. – wyrzucił w końcu zły na siebie. Zabini westchnął i upił łyk ze swojej szklanki.
-Niech ci będzie, ale skoro tylko „miałeś na nią parcie” i do niczego nie doszło, to w czym problem? – zapytał i znowu zamoczył usta w „Ognistej”.
-Niezupełnie „do niczego nie doszło” – burknął cicho blondyn. Prefekt zachłysnął się swoim napojem.
-Mów! – wykrztusił, gdy odzyskał zdolność oddychania. Draco siedział cicho wpatrując się nieprzytomnie w jakiś punkt i popijając od czasu do czasu whisky. Blaise wiedział, że nie ma sensu go w tym momencie poganiać.
-W sumie to sam nie wiem co robiłem. – odpowiedział w końcu. Alkohol już nieźle szumiał mu w głowie. Mniej więcej streścił przyjacielowi sytuację w szklarni. Gdy Diabeł wysłuchał wszystkiego zagwizdał z wrażenia.
-No nieźle. – podsumował. Dracon wstał, żeby nalać sobie jeszcze jedną szklankę. – Czyli mówisz Smoku, że Hermiona chciała się wyrwać i protestowała?
-Mhm.
-Szczerze przyznaj. Kiedy Ci się ostatnio coś takiego zdarzyło? – Malfoy słysząc to pytanie zamyślił się na chwilę. Zdawał sobie sprawę, że większość ludzi ma go za faceta, który zalicza każdą, która mu się spodoba. Nie było tak. Święty nie był, ale do męskich dziwek zdecydowanie się nie zaliczał. Może i bawił się wieloma dziewczynami zachowując się jak na czystego drania przystało, ale jak do tej pory niewiele dziewczyn miało to szczęście, żeby znaleźć się z nim w jednym łóżku. Zdawał sobie sprawę z tego jak działa na płeć przeciwną i nieraz robił z tego pewną grę. Ale nie w ten sposób w jaki myślą inni. Były to raczej delikatne sugestie i adorowanie dziewczyny, która już po chwili zachowywała się wobec niego jak kukiełka robiąca wszystko pod jego dyktando.  Zawsze każde jego zbliżenie się, dotyk, choćby odpowiednie spojrzenie sprawiło, że każda niemal już chciała biec do jego sypialni. Kiedy już znudziło go obserwowanie podniecenia, wyczekiwania i zwyczajnej naiwności dziewczny po prostu zostawiał ją bez słowa. Gra mogła trwać zarówno kilka dni, jak i kilka minut. Kobiet, którym najpierw dał nadzieje i rozpalił, a potem od których zwyczajnie odwrócił się na pięcie było bardzo wiele, ale…
-Nigdy. – odpowiedział przyjacielowi uśmiechając się pod nosem z lekkim niedowierzaniem.



-Wszystko ok? – zapytał ją Harry na śniadaniu. Siedzieli razem w Wielkiej Sali już od 15 minut w ciągu których, chłopak zjadł już kilka tostów z dżemem i jajecznicę. Tymczasem Hermiona popijała tylko kawę z mlekiem patrząc się nieobecnym wzrokiem w przestrzeń.
-Mhm. – mruknęła.
-Więc dlaczego nic nie jesz? – zapytał.
-Nie zaczyna się zdania od „więc”. – fuknęła tylko dziewczyna udając, że nie słyszała pytania. Niechętnie nałożyła na swój talerz parówkę i posmarowała chleb masłem. Wybraniec miał racje. Musiała coś zjeść. – Co teraz mamy?
-Zaklęcia z Krukonami.
-A jest coś ze Ślizgonami?
-Tak. Transmutacje na drugiej godzinie i eliksiry na ostatniej lekcji. Czemu pytasz? – zapytał brunet z obawą patrząc na panią Prefekt. – Miałaś jakiś problem z Malfoyem na wczorajszym szlabanie? – w jego głosie czuć było troskę.
-Nie! W ogóle skąd ten pomysł? Potrafię o siebie zadbać i nie wiem jaki mogłabym mieć z NIM problem! – uniosła się zdenerwowana. Potter patrzył na nią w szoku. Hermiona uświadamiając sobie nietakt swojego wybuchu uspokoiła się trochę. On się po prostu o nią martwił i chciał być miły. – Przepraszam. Po prostu już mam dość tego idioty i nie wiem jak przeżyje jeszcze te 3 dni.
-Wiesz, że możesz na mnie liczyć? – zapytał.
-Dziękuje. – odpowiedziała uśmiechając się ciepło i zabrała się za swoje śniadanie. Kiedy wzięła pierwszy kęs drzwi do Wielkiej Sali otworzyły się, stanął w nich drugi Prefekt naczelny Hogwartu, który z uśmiechem na ustach skierował się w stronę stołu Slytherinu. Tuż za nim szedł jego blond przyjaciel, na widok którego Hermionie na moment stanęło serce. Wyglądał jak po bardzo ciężkiej nocy, miał podkrążone oczy, włosy w większym nieładzie niż zawsze, a jego twarz miała bardzo zmęczony wyraz.
-„Czemu nawet w takim stanie jest tak przystojny?” – zapytała się w myślach po czym miała ochotę samą siebie uderzyć w twarz. Nie może tak myśleć – to jest przecież Malfoy - podła i podstępna żmija. Kiedy szukający domu węża usiadł przy swoim stole skierował swój wzrok w jej stronę. Kiedy ich spojrzenia spotkały się oboje szybko spuścili wzrok udając, że nie obchodzą siebie nawzajem. Gryfonka starała się nie myśleć o sytuacji z wczorajszego wieczora. W kółko powtarzała sobie, że Malfoy był pod wpływem pyłu pożądania i nie panował nad sobą. Mimo wszystko była na niego wściekła. Jeszcze bardziej wściekła była na siebie, za to że przez kilka sekund w jej głowie pojawiła się myśl, że to wszystko co robił Ślizgon było bardzo przyjemne.
-Idziemy? – zapytał Harry wstając od stołu.
-Tak. Chodźmy. – odpowiedziała zbierając się jak najszybciej. Odetchnęła z ulgą kiedy znaleźli się w holu. Spokojnym krokiem udali się do sali, gdzie mieli lekcje. Po drodze spotkali zdyszanego Rona.
-Budziłem cię. Twierdziłeś, że już wstajesz i mogę iść bo zaraz dojdziesz. – powiedział Potter.
-Coś mi nie wyszło. – powiedział zdyszany. Pozostała dwójka roześmiała się. Podczas lekcji zaklęć Hemrionie udało się zdobyć 15 punktów dla Gryffindoru. Kiedy zajęcia dobiegły końca „Święta Trójca Hogwartu” udała się na w stronę sali opiekunki swojego domu na lekcje transmutacji. Harry i Ron usiedli w jednej ławce. Hermiona zajęła miejsce pod samym oknem. Po chwili obok niej dosiadł się Danail.
-Co słychać? – zapytała na widok Bułgara.
-Dobrze. – odpowiedział. Jego silny akcent bił Gryfonkę po uszach. – A u ciebie?
-Jakoś leci. Dużo nauki i obowiązków. – odpowiedziała wzruszając ramionami.
-Ale jest już piątek. Masz jakieś plany na weekend? – Gryfonka zmarszczyła nos na to pytanie.
-Nic szczególnego. – odpowiedziała. Cały weekend planowała spędzić w bibliotece.
-Może wyszłabyś ze mną dziś na spacer późnym popołudniem? Na przykład o 18? – Hermiona już miała zamiar zaprotestować, ponieważ o 18 odbywa swój szlaban u McGonagall, ale przypomniała sobie, że dziś ma iść do Ministerstwa zaraz po lekcjach. Zmarszczyła czoło.
-Wiesz… muszę załatwić jeszcze kilka spraw i nie wiem czym się wyrobię. – powiedziała. Jakoś nie chciała mówić koledze o swoim dzisiejszym zadaniu. Tym bardziej, że to m.in. jego papiery są jej celem. – Ale o 19 powinno być ok. – uśmiechnęła się na zakończenie.
-Super. To o 19 w holu?
-Pewnie. – w tym momencie usłyszała, że ktoś siada w ławce za nią. Spojrzała przez ramię, żeby tego „kogoś” zidentyfikować.
-Witam. – jej uszu dobiegł przyjazny głos jednego z najprzystojniejszych facetów w szkole.
-Cześć Blaise. Co tam? – nigdy w życiu nie pomyślałaby, że będzie używać tak miłego tonu wobec jakiegokolwiek Ślizgona. – „Na Godryka, Hermiono! Właśnie umówiłaś się z jednym z  nich na wieczorny spacer! A wczoraj z jeszcze innym…. STOP! Nie myśl o tym. To nie jest niczyja wina. On był pod wpływem pyłu i nie mógł na to nic poradzić.”
-Dziś piątek, czyli zajebiście. – uśmiechnął się Prefekt naczelny. – No w sumie może nie dla każdego.
-To znaczy? – Gryfonka uniosła delikatnie brew.
-Widziałaś dziś ten blond cień człowieka, który za mną chodzi? Wczoraj wieczorem przesadził z „Ognistą”, a dziś przez to cierpimy obaj. Jego boli głowa przez kaca, a mnie przez jego narzekanie. – powiedział z udawaną nutą goryczy w głosie. – O Smoku mowa, właśnie się wtacza. – Na te słowa szatynka spięła wszystkie mięśnie i zerknęła w kierunku drzwi. Malfoy rzeczywiście wyglądał okropnie. Co oczywiście nie przeszkadzało mu w byciu mega seksownym – ale tego już przed sobą nie przyznała. Widząc, gdzie siedzi jego czarnoskóry przyjaciel niechętnie podążył w ich kierunku.
-Cześć. – rzucił cicho całej trójce nie zaszczycając nikogo spojrzeniem. A jej widoku unikał jak ognia. Danail delikatnie uniósł dłoń i odwrócił się w kierunku biurka nauczyciela do którego podchodziła już profesor McGonagall. Hermiona cicho bąknęła jakąś odpowiedź Ślizgonowi i również zajęła się wpatrywaniem w swoją opiekunkę.
-Witam wszystkich. – zaczęła. – Na dzisiejszej lekcji zajmiemy się tzw. „Transmutacją żywą”. Za pomocą prostego zaklęcia postaramy się przemienić zwykłą muchę w motyla. – przebiegła swoim zimnym spojrzeniem po klasie zatrzymując się na Hermionie. Zdziwiona uniosła brwi, ale niczego nie skomentowała. Gryfonka na początku nie miała pojęcia o co jej chodzi, ale po chwili zrozumiała. Siedziała sobie jak gdyby nigdy nic w otoczeniu trzech Ślizgonów. Dosyć niecodzienny widok. Co się dzieje z tym światem? Po krótkim wstępie teoretycznym przeszli do ćwiczeń. Oczywiście pani Prefekt wykonała swoje zadanie idealnie już za pierwszym podejściem. Po sali latał już piękny motyl, który jeszcze kilka chwil wcześniej była zwyczajną muchą sporych rozmiarów. Jej partnerowi z ławki nie szło jednak tak dobrze.
-Źle ruszasz ręką. – pouczyła go widząc bez efektowne zmagania Bułgara. Zademonstrowała prawidłowy manewr swoją różdżką. – Powtórz.
-Tak? – chłopak spróbował.
-Nie. Popatrz. – chwyciła jego nadgarstek i powoli pokierowała jego dłoń. Po trzech powtórzeniach chłopak spróbował sam. Motyl poderwał się do lotu. Hermiona usłyszała za sobą ciche prychnięcie. Nie musiała się odwracać, wiedziała doskonale, że był to komentarz stalowookiego. Postanowiła to zignorować i uśmiechnęła się ciepło do Danaila, który zachwycony swoim sukcesem odpowiedział jej tym samym. Kolejne lekcje minęły bardzo spokojnie. Przerwa obiadowa wypadała przed jej ostatnimi zajęciami. Razem z przyjaciółmi siedziała przy stole patrząc z niedowierzaniem na ilości jedzenia, które pochłaniał Ron.
-Ronaldzie mógłbyś jeść trochę wolniej? – zapytała w końcu.
-Jestem głodny. Nie było mnie na śniadaniu. – odpowiedział. Sukcesem było to, że najpierw przełknął, a nie mówił z pełnymi ustami.
-Coś się zgadałaś z tym nowym Ślizgonem, co nie? – zapytał ostrożnie Harry. Dziewczyna wzruszyła ramionami.
-Jest nowy. Moim obowiązkiem jako Prefekta naczelnego jest zadbać, żeby dobrze się tu czuł. Poza tym jest bardzo miły.
-No ale to dalej Ślizgon. – tym razem rudzielec nie poczekał z komentarzem, aż będzie miał pustą buzię.
-No i co z tego? Wojna się skończyła, Ron. Trzeba budować wszystko od nowa. – sama nie była przekonana co do słuszności swoich słów, ale brzmiały sensownie. Weasley zmarszczył z niezadowoleniem nos, ale nie odpowiedział. Kiedy skończyli jeść zeszli do lochów. Drzwi sali do eliksirów były otwarte więc zajęli już swoje miejsca. Chłopcy razem, dziewczyna siadła dwie ławki dalej przy pustym stoliku. Klasa powoli się zapełniała.
-Mogę? – gdy usłyszała to jedno słowo wypowiedziane obojętnie-lodowatym tonem o mało nie zachłysnęła się powietrzem. Dracon nie czekał na pozwolenie – to nie było w jego stylu, a pytanie było czysto retoryczne. Hermiona szybko odwróciła się w kierunku przyjaciół. Gdy napotkała ich zdziwione spojrzenia sama wzruszyła ramionami.
-Nie mam pojęcia. – jedynie poruszyła ustami w ich kierunku i z powrotem obróciła się do stolika. Siedzieli chwilę w ciszy, którą przerwał Smok.
-Jeżeli chodzi o wczoraj… - zaczął cicho.
-Nie ważne. – wyrzuciła szybko przerywając mu. On spojrzał na nią pytająco. – Nawąchałeś się „pyłu pożądania”. – mówiła prawie szeptem. Nie chciała, żeby ktoś oprócz niego to usłyszał. – Nie miałeś wpływu na to co robisz. To nie jest niczyja wina. Chociaż nie błysnąłeś inteligencją wsadzając nos w substancję, której nie znasz. Tak czy inaczej, zapomnijmy o tym. I zostanie to między nami. Do niczego nie doszło. Jasne? – głos lekko jej drżał ze zdenerwowania, mówiła bardzo szybko. Chłopak pokiwał głową na znak zgody. Gryfonka sama nie wierzyła, że udało jej się to wszystko powiedzieć. Jednak ulżyło jej. Lekcja się zaczęła. Mieli uwarzyć eliksir spokoju. Banał zarówno dla wszechwiedzącej Gryfonki, jak i wybitnego z eliksirów Ślizgona. Praca nad wspólnym kociołkiem szła im całkiem sprawnie. On kruszył moździerzem kamień księżycowy, a ona kroiła na drobne kawałeczki ciemiernik z którego wydobyć musiała syrop.
-Granger… - zaczął cicho.
-Hmm? – mruknęła pochłonięta pracą.
-…no bo. Ja rzeczywiście nie panowałem nad sobą i tak dalej…
-To już ustaliliśmy, więc o co chodzi? – syknęła lekko spięta tym, że Dracon znowu porusza ten niewygodny dla obojga temat.
-… no, ale myślałam trochę o tym. I kurwa mimo wszystko to fajne nie było… znaczy… chodzi mi, że ogólnie nie fajna sytuacja… - trochę plątał się w tym co mówił, szczególnie kiedy usłyszał jak to zabrzmiało.
-„W sumie czy ja wiem, czy to nie było fajne?” – ta myśl przeszła przez głowę obojgu naraz i oboje wymierzyli sobie, za nią mentalnego policzka.
-Rozumiem o co ci chodzi. – wyjąkała speszona Hermiona.
-Właśnie. I chciałem… - tutaj wziął głęboki oddech. – Kurwa, nie wierzę, że to mówię. Przepraszam cię za to Granger.
-Aua! – Gryfonka krzyknęła kiedy trafiła ostrzem na swój palec.
-Wszystko w porządku panno Granger? Proszę o zachowanie ostrożności. – usłyszała głos profesora Slughorna zza jego biurka. Spojrzała na blondyna z niedowierzaniem. Siedział z lekko spuszczoną głową nie odrywając wzroku od moździerza w którym kruszył kamień z straszną zawziętością. Unikał jej wzroku.
-„Czy właśnie Dracon Malfoy powiedział do mnie „przepraszam”? To chyba jakiś sen. To nie może się dziać naprawdę. Sam się do mnie przysiadł, sam zaczął temat i sam mnie przeprosił! O co chodzi?”
-Tylko pamiętaj. WSZYSTKO zostaje między nami. – powiedział jeszcze. Dziewczyna tępym wzrokiem patrzyła na swój lekko rozcięty palec z którego płynęła delikatnie czerwona stróżka. Absurdalność tej sytuacji nie mieściła się w jej głowie. Sprawę pogorszyło to co się stało później.
-Granger. Idiotko. Nie widzisz, że krwawisz? – syknął Malfoy. I wyciągnął różdżkę. – Episkey – powiedział celując w jej palec. Rana momentalnie znikła.

-„Teraz to już kurwa zupełnie nic nie wiem” – pomyślała.

piątek, 22 sierpnia 2014

Rozdział 8

Kubek ciepłej herbatki i pisanie nowego rozdziału idzie jak z płatka :) Mam nadzieję, że z niczym nie przesadziłam i rozdział wam się spodoba. Komentujcie proszę! Jak tak dalej pójdzie będę musiała chyba poszukać sobie bety, bo co jak co, ale sprawdzać rozdziału samej po sobie to ja ani nie umiem, ani nie lubię ;)



Pluła sobie w brodę za to jak się zachowała na ostatnim szlabanie. Malfoy pogrywał w jakieś typowe dla niego arystokratyczne gierki, a ona mu na to pozwalała. Tak nie mogło być dalej. Jej znajomość z nim musi wrócić do dawnego stanu rzeczy.
-„Ale jak w takim razie był sens tej wojny skoro wszystko ma zostać takie samo. Czy to nie właśnie równość wśród czarodziejów była jedną z rzeczy o które walczyliśmy i na których nam zależało? O zburzenie murów i uprzedzeń? Przestań. To Malfoy. Jego mur jest kilometrowej długości i zrobiony z zimnej stali. Dokładnie takiej jak jego oczy…”
-Uhh…przestań. – wściekła mruknęła do siebie pod nosem, kiedy zrozumiała, że myśli o oczach tego idioty.
-Hermiona, mówisz sama do siebie? Wiesz, że to jest pierwszy objaw choroby psychicznej? – zapytał Harry z uśmiechem na twarzy. Dziewczyna uniosła wysoko brwi z kpiną na twarzy.
-Ze wszystkich tu zebranych mi chyba najdalej do choroby psychicznej. – powiedziała. Siedziała w Pokoju Wspólnym Gryfonów razem Harrym, Ronnem i Ginny. Siedzieli przy stoliku niedaleko kominka odrabiając swoje zadania domowe. Brązowowłosa była akurat w trakcie pisania eseju na eliksiry dla Slughorna, czym zajmowali się również (a przynajmniej chcieli) chłopcy. Ruda za to pochylała się nad podręcznikiem z zielarstwa zakuwając regułki przed jutrzejszym sprawdzianem. – Zamyśliłam się po prostu, ok?
-Nie ty jedna. Harry też co chwila odlatuje. To chyba nie jest najlepszy dzień na naukę. – powiedziała panna Weasley patrząc na Harrego.
-Też, tak sobie myślałem… - zaczął Wybraniec.
-Nawet tobie się czasem zdarza. – przerwał mu kpiąco rudy przyjaciel. Potter żartobliwie rzucił mu urażone spojrzenie i kontynuował.
-Tak sobie myślałem, że od pierwszej klasy, kiedy się poznaliśmy, co roku się w coś pakowaliśmy. Żadna klasa nie upłynęła nam spokojnie, bez rewelacji, za każdym jednym razem coś robiliśmy, na coś się narażaliśmy. Przez te kilka lat złamaliśmy prawie wszystkie poważne zakazy punkty szkolnego regulaminu. A wszystko co się działo sprowadzało się do jednego: Voldemorta i walki z nim. A teraz? To już koniec. Nie ma go, a my przeżyjemy prawdopodobnie zwykły, normalny rok szkolny w Hogwarcie. Tak jak na porządnych uczniów przystało.
-Jedyny taki w naszym życiu. – zaśmiała się Hermiona. Wszyscy poczuli dziwne uczucie w klatce piersiowej. Harry miał racje. Wraz z końcem wojny i śmiercią Voldemorta skończył się bardzo ważny etap w ich życiu. Był on mroczny i strasznie niebezpieczny, ale też pełen przygód, dający wiele niezapomnianych wspomnień.
-Jak sobie tak przypomnę co my robiliśmy przez ostatnie 7 lat, to się tylko zastanawiam jakim cudem my jeszcze żyjemy? – odezwał się Ronald.
-W sumie. Jak tak mówisz to rzeczywiście, chyba jechaliśmy cały czas na jednym wielkim farcie. – westchnęła Prefekt naczelna.
-A teraz już koniec pakowania się w tarapaty. – westchnął brunet. Odchylając się na krześle do tyłu i przeciągając leniwie.
-No, tego to bym nie powiedziała. Tak się składa, że nasza Hermiona już na samym początku roku wzięła się za kontynuowanie w tradycji. Przez cały tydzień, codziennie o 18, tak? – powiedziała kpiącym tonem Ginny szczerząc się w stronę przyjaciółki.
-Ani mi nie mów. Już mam dość, a mam dopiero za sobą 3 szlabany. Zostały jeszcze 4.
-Nie ciesz się tak bardzo. – zaśmiał się Ron, a dziewczyna pokazała mu język. Zerknęła na zegar. Była 17:25, kolacja zaczynała się o 17:30.
-Idziemy jeść? – zapytała.
-Tak wcześnie? – odpowiedziała jej przyjaciółka.
-Jak już wcześniej zauważyłaś mam bardzo ważne spotkanie o 18, a nie chcę iść głodna.
-Ah. No tak. Chodźmy w takim razie.
-To wy idźcie, a my tylko zaniesiemy swoje książki do dormitorium. – powiedział Harry, kiedy z Ronem zbierali swoje rzeczy. Hermiona wrzuciła wszystko do dużej, czarnej torby ze sztucznej skóry, którą miała przy sobie. Odniesie ją do siebie po kolacji, przy okazji się przebierze. Kiedy były w połowie drogie do Wielkiej Sali dognili je chłopcy.
-Cholernie trudne do wypracowanie na eliksiry, co nie Miona? – zaczął rudy.
-Zapomnij Ronaldzie. Nie jest wcale takie trudne. Wszystkie informacje masz w książce. Poza tym ja muszę dokończyć jeszcze swoje i nie mam czasu na zajmowanie się jeszcze twoją pracą. Przez tego blond kretyna w ogóle mam teraz mało czasu na cokolwiek. – powiedziała kiedy byli już w holu i zbliżali się do drzwi Wielkiej Sali.
-Jak już kogoś obgadujesz Gragner to upewnij się przynajmniej, że nie stoi za Twoimi plecami. – syknął blond kretyn, który akurat wyszedł z lochów i szedł w kierunku grupki przyjaciół. Hermionie dreszcz przeszedł po plecach. Obok niego szedł czarnoskóry władca piekieł.
-Cześć Blaise. – Gryfonka postanowiła udawać, że nie widzi obiektu, jej wcześniejszej wypowiedzi.
-Witam, witam. – uśmiechnął się czarująco Diabeł i przejechał ręką po jej brązowych lokach, gdy przechodził obok. Dracon widząc to prychnął teatralnie i otworzył z rozmachem drzwi za którymi wśród głośnych rozmów kolację jedli uczniowie Hogwartu.
-Co to było? – zapytał zszokowany Ron, gdy Ślizgoni zniknęli za progiem.
-Zabini jest naprawdę w porządku. Zmienił się bardzo. Pozatym oboje jesteśmy naczelnymi, więc wypadało żebyśmy się dogadywali. – wytłumaczyła. Mimo to przyjaciele patrzyli na nią z powątpiewaniem.
-No co? Wiem, że to… Zabini… - nie chciała mówić nic na temat śmierciożerczej przeszłości chłopaka - … ale myślę, że dopóki jest wobec mnie miły i nic nie kombinuje to chyba mogę traktować go tak samo.
-Jesteś z nasz wszystkich najmądrzejsza i pewnie masz rację… ale i tak uważaj. – powiedział Wybraniec obejmując przyjaciółkę ramieniem.
-Wiem Harry. – odpowiedziała i weszli do Wielkiej Sali.
-Na Salazara! Czy ja też mam zacząć nazywać Cię „blond kretynem”, żebyś w końcu zwrócił na mnie uwagę i zaczął słuchać? – Zabini starał się sprowadzić przyjaciela na ziemie.
-Hmmm? – mruknął w końcu pytająco Dracon.
-Nie „hmmm” tylko ogarnij się. Od kiedy siedliśmy wpatrujesz się w nią i nic do ciebie nie dociera. I jajecznica już ci całkiem wystygła. – Malfoy spojrzał krytycznym okiem na swój talerz. Wziął z niechęcią widelec i zaczął powoli jeść.
-Strasznie wkurwia mnie ta Granger. – powiedział po przełknięciu pierwszego kęsa.
-Jak dla mnie powiedziała po prostu to, o czym wiemy wszyscy. – zaśmiał się Blaise co spotkało się z mrożącym spojrzeniem przyjaciela.
-Ona jest teraz z tym Potterem? – zapytał.
-A czemu niby?
-Widziałeś jak ją obejmował jak weszli?
-Zazdrosny? – zapytał Diabeł teatralnie poruszając brwiami.
-Chyba kpisz. Tak się zastanawiam… - prychnął blondyn.
-Słuchaj. To są przyjaciele. A przyjaciele się nawzajem czasem obejmują. Chociaż tobie zdarza się mnie obejmować tylko jak wypijesz za dużo Ognistej i nie potrafisz sam dojść do łóżka. – zakpił Prefekt.
-Wiem, że na mnie liczysz i chciałbyś czegoś więcej, ale zapomnij. – odpowiedział Draco nie chcąc pozostać dłużnym. W tym momencie zauważył, że brązowowłosa Gryfonka wstaje od swojego stołu i żegna się z przyjaciółmi dając każdemu buziaka w policzek. Zauważył, że siedzący obok niego Ślizgon już otwiera usta, żeby coś powiedzieć.
-Zapomnij Zabini. Całować też się z tobą nie będę. – powiedział Draco. Uśmiech przyjaciela zamienił się w grymas zawodu. Bynajmniej nie z powodu, że jego przyjaciel „dał mu kosza”, ale dlatego, że nie zdążył mu dopiec przy tak wyśmienitej okazji. Hermiona założyła swoją torbę na ramię i spojrzała z pogardą na Malfoya, a później na zegar znajdujący się w sali. Zrozumiał aluzje, wskazówki pokazywała 17:45. Pora było się zbierać na szlaban. Dziewczyna nie czekając na jego reakcję skierowała się do wyjścia. – Muszę się zbierać. – rzucił „blond kretyn” do kolegi i odszedł od stołu.
-Miłego wieczoru życzę! – krzyknął do kolegi. Malfoy dogonił dziewczynę na schodach. Dopiero kiedy znalazł się obok niej zadał sobie pytanie po cholerę tak  biegł. Mógł przecież iść z sam. Było już jednak za późno. Przeszli w ciszy korytarz i weszli na ruchome schody, które powoli przesuwały się torując im wejście na wyższe piętra.
-Muszę iść do siebie zanieść rzeczy. – rzuciła Gryfonka kiedy znaleźli się przy wejściu na 7 piętro. Skręciła w korytarz i ze zdziwieniem stwierdziła, że Ślizgon idzie razem z nią. On sam, też nie potrafił wyjść z szoku kiedy znalazł się przed portretem prowadzącym do jej dormitorium.
-„Co ja tutaj robię?” – zapytał sam siebie w myślach. Hermiona postanowiła udawać, że nie zwraca na niego uwagi.
-Felix draco* – powiedziała Hermiona na co jej zamyślony towarzysz uniósł pytająco głowę. Dopiero wtedy uświadomiła sobie znaczenie hasła do swojego dormitorium i jego wydźwięk. Po chwili wpadła na jeszcze jedną rzecz. – „Czy ty właśnie powiedziałaś swoje hasło przy MALFOY’U?!” – krzyczała po sobie w myślach. Lekko oszołomiony Ślizgon bez namysłu wszedł za dziewczyną do pokoju. I po raz kolejny dotarło do niego, że nie powinien tak za nią łazić kiedy było już za późno. Chcąc jakoś zatuszować swoje głupie zachowanie odezwał się:
-Ciekawe hasło Granger. Sama wybierałaś? – starał się na swój zwykły, zimny, trochę szyderczy ton. Nawet mu wyszło.
-Zamknij się Malfoy. – syknęła.
-„Powiało chłodem.” – pomyślał i rozejrzał się po pomieszczeniu. Było minimalnie mniejsze od tego, które dzielił z Zabinim. Chociaż mogło się tak wydawać przez to, że ich dormitorium było zdecydowanie bardziej minimalistycznie urządzone. Mieli proste, czarne meble na których nie stało zbyt wiele ozdób. Nie mieli też żadnego dywanu ani obrazu na ścianie. Srebrno-zielone pościele i czarne, skórzane kanapy wyglądały całkiem nieźle, ale wszystko składało się na zimną i ponurą całość. Jedyną rozgrzewającą rzeczą w pokoju był barek pełen Ognistej Whisky. Dormitorium Hermiony było za to bardzo przytulne. Na jednej z kamiennych ścian wisiała wielka flaga z godłem Gryffindoru. Obok tablica korkowa przepełniona poprzypinanymi notatkami, zaraz pod nią wielkie dębowe biurko na którym w idealnym porządku poukładane były pióra i pergaminy. W rogu stały dwa regały z półkami uginającymi się pod ciężarem książek. Zaraz obok kominek na którym stały zarówno zwykłe jak i magiczne zdjęcia oprawione w ramki. Przed trzaskającym paleniskiem ustawiona była 3 osobowa kanapa i fotel obite czerwoną tapicerką oraz mały stolik, również przepełniony książkami stojący na okrągłym czerwonym dywanie ze złotymi zakończeniami. W tych samych kolorach było duże, dębowe łóżko z baldachimem i zasłonkami znajdujące się naprzeciwko drzwi. Obok stała komoda z poukładanymi na niej bibelotami a jeszcze dalej, w kącie, duża szafa. W całym dormitorium panował porządek i czuć było przyjemny zapach damskich perfum. Dziewczyna wkurzona i zrezygnowana rzuciła swoją torbę na łóżko. I skierowała się do szafy.
-Jeszcze tylko się przebiorę. – rzuciła chłodno.
-Byle szybko Granger. Nie mam zamiaru się spóźnić przez twoje kaprysy. – odpowiedział jeszcze chłodniej i rozsiadł się na fotelu. Dziewczyna otworzyła szafę i wyjęła z niej bez zastanowienia kilka rzeczy. Malofya zdziwiło, że Gryfonka nie zastanawia się jak typowa baba 3 dni co ma na siebie włożyć. Nie umknął, też jego uwadze porządek w jej szafie. On sam też lubił mieć swoje ubranie idealnie poukładane, ale przyzwyczajony był również do szafy Zabiniego, którą brunet zamykał bardzo szybko, żeby rzeczy które wcześniej upchał w niej nogą nie zdążyły wypaść. Hermiona zamknęła się w swojej łazience. Dracon rozejrzał się jaszcze raz po pokoju. Jego uwagę przykuły zdjęcia na kominku, obok którego teraz siedział. Te poruszające się przedstawiały ją i jej przyjaciół z Hogwartu, rodzinę Weasleyów, jedno Wiktora Kruma uśmiechającego się zalotnie. Chłopak prychnął widząc Bułgara i skierował wzork na te nie magiczne zdjęcia. Wstał, żeby przyjżeć im się bliżej. Raczej rzadko miał do czynienia z mugolskimi rzeczami. Jego brwi uniosły się bardzo wysoko. Na jednym ze zdjęć Hermiona siedziała w jakimś jak przypuszczał mugolskim klubie ubrana w czerwony krótki top, skórzane spodnie i kurtkę z tego samego materiału. Uśmiechnięta patrzyła do obiektywu drapieżnie podkreślonymi oczyma. Jej włosy upięte były luźny kok, a na policzki opadały niesforne kosmyki. Ślizgon nie chciał przyznać nawet sam przed sobą jak seksownie wygląda na tym zdjęciu. Obejmowali ją dwaj przystojni chłopcy, a właściwie mężczyźni. Chyba jej mugolscy przyjaciele wyglądali jakby byli ze sobą bardzo blisko. Na następnym zdjęciu Gryfonka ubrana była w zwykłą czarną sukienkę, na którą opadały wyprostowane, brązowe włosy. Obok niej stali – jak przypuszczał  - jej rodzice. Była do nich bardzo podobna. Gdy przesunął wzrok na następną fotografię, aż wziął głębszy oddech. Hermiona stała tam na małym molo nad jeziorem razem z dwojgiem chłopaków z pierwszego zdjęcia i jeszcze jedną blondynką. Wszyscy byli całkowicie mokrzy i ubrani w stroje kąpielowe szczerzyli się w kierunku aparatu. Hermiona miała na sobie dość proste czarne bikini, bez żadnych wiązań u górnej części. Jej mokre włosy przylepiały się do ciała, jeden z chłopaków obejmował ją w biodrach.
-Już się napatrzyłeś? – usłyszał fuknięcie za sobą. Szybko się obrócił, czując się trochę jak mały chłopiec przyłapany na gorącym uczynku. Teraz Gryfonka miała na sobie ciemnoczerwony sweter sięgający do połowy uda, czarne leginsy i skórzane buty wiązane za kostkę w tym samym kolorze. Włosy spieła u góry w luźnego koka. Patrzyła wyczekująco na blondyna. – Idziemy. – rzuciła w końcu.
-Nie wiedziałem, że aż tak bardzo mi ufasz, żeby zdradzać swoje hasło. – powiedział jak tylko wyszli na korytarz. Starał się pozbyć z przed oczu widoku Granger w bikini. – No chyba, że na coś liczysz, a to była delikatna sugestia? – jego głos przepełniony był kpiną.
-Chyba żartujesz. – syknęła czerwieniąc się nieznacznie. – Zapomniałam się. A ty masz o tym wszystkim zapomnieć. A spróbuj tylko wejść do mojego dormitorium bez mojego pozwolenia to cię chyba uduszę! – ostatnie słowa prawie wykrzyczała. – „Na brodę Merlina! Jak ja go nie znoszę!” – Szli bardzo szybko w kierunku gabinetu wicedyrektorki niechcąc się spóźnić. Wyrobili się idealnie na czas. Kiedy po zapukaniu do drzwi słyszeli ciche „Proszę” weszli i witając się niemrawo usiedli na dwóch fotelach przed nauczycielką. Czekał ich kolejny wieczór spędzony razem.
- Dziś chcę, żebyście posprzątali szklarnię, trzeba posegregować i poukładać donice, rośliny o oraz posprzątać ziemię.
- Dobrze pani profesor. – powiedziała Hermiona. Malfoy tylko wzruszył ramionami.
-Za to jutro mam dla was specjalnie zadanie. – Spojrzała na na nich znad swoich okularów. – Chcę żebyście zaraz po lekcjach udali się do Ministerstwa Magii. – tutaj oboje uczniowie z zainteresowaniem poruszyli się na swoich fotelach – Waszym zadaniem będzie odwiedzenie dwóch resortów. Departamentu Magicznych Gier i Sportów, skąd odbierzecie zgodę na przeprowadzenie tegorocznych rozgrywek szkolnych w qudditchu. Potem pójdziecie do Departamentu Międzynarodowej Współpracy Czarodziejów skąd odbierzecie papiery dwojga nowych uczniów: Danaila Nikolowa i Milana Kisziszewa.
-Milana jakiego? – prychnął Dracon.
-Panie Malfoy. To są typowo bułgarskie nazwiska, mogę wydawać się panu dziwne, ale nie widzę w tym nic śmiesznego. – powiedziała surowo Minewra. – Jutro, zaraz po lekcjach chcę żebyście przyszli tutaj, do mojego gabinetu. Przez sieć „Fiu” dostaniecie się do Ministerstwa. Myślę, że nie będziecie mieli dużego problemu trafić do poszczególnych departamentów. Pracownicy będą uprzedzeni o waszym przybyciu. Ważne jest, żebyście pokwitowali odbiór obu dokumentów. Jeżeli chodzi o papiery samych uczniów wystarczy, że podpisze się panna Granger jako Prefekt naczelna. Za to przy pozwoleniu na rozgrywki będzie wymagany również pański podpis panie Malfoy, jako jednego z kapitanów drużyn. Czy wszystko jasne? – oboje kiwnęli głowami. Profesor McGonagll uśmiechnęła się delikatnie. – W takim razie to wszystko. Możecie już iść do szklarni. – kiedy byli już przy drzwiach usłyszeli jeszcze głos wicedyrektorki – I pamiętajcie, że jeżeli będziecie wspomagać się różdżkami przy waszej pracy dowiem się o tym.
-Tak, pani profesor. – powiedzieli na raz i wyszli.


Słońce już powoli chyliło się ku zachodowi. W szklarni pomimo chłodnego wrześniowego dnia było bardzo ciepło. Hermiona segregowała według wielkości donice w szafach, a Draco przenosił ciężkie worki z ziemią układając je na swoich miejscach w rogu pomieszczenia.
-Jak tu strasznie gorąco. – sapnął blondyn kiedy ustawił ostatni wór.
-To się rozbierz. – mruknęła dziewczyna zajęta donicami. Ślizgon spojrzał w jej kierunku.
-Granger, ty zbereźnico, chyba naprawdę na coś liczysz. – powiedział swoim tonem pełnym rozbawienia i złośliwości.
-Możesz sobie pomarzyć Malfoy. – powiedziała chłodno. – Nie mam po prostu ochoty słuchać Twojego marudzenia. Rób co chcesz, jak już się zdecydujesz to idź poukładać pojemniki na tym drewnianym regale obok konewek.
-I jak to mam niby poukładać? Kolorystycznie? – zapytał wkurzony widząc półkę zawaloną malutkimi pudełeczkami.
-Każde powinno być podpisane. Poukładaj alfabetycznie. – wytłumaczyła i odwróciła głowę w jego kierunku chcąc sprawdzić czy robi to co powiedziała. Jednak gdy go zobaczyła zatrzymała na nim na chwilę swoje szeroko otwarte oczy po czym szybko odwróciła się do swojej szafki czując jak się rumieni. I to nie z powodu wysokiej temperatury. Chłopak rzeczywiście zdjął swoją bluzkę pokazując swój umięśniony tors, szerokie ramiona i wąskie biodra. Widok za który nie jedna dziewczyna dałaby się pokroić. Potrząsnęła głową i starając się nie myśleć o Ślizgonie i jego boskim ciele skupiła się na układaniu przedostatniej półki. Musiała przestać – przecież sama powiedziała, żeby ściągnął koszulkę skoro mu gorąco. Poczuła kropelki potu na swoim czole. Wytarła je rękawem swetra i zdecydowała się go zdjąć. Pod spodem miała zwykłą bluzeczkę na ramiączkach w ciemnozielonym kolorze. Od razu poczuła ulgę. –„Mogłam to zrobić wcześniej” – pomyślała i wróciła do swojej pracy. Po kilku minutach podskoczyła gdy usłyszała głos księcia Slytherinu tuż za sobą.
-Nie ma etykiety. Wiesz może co to jest? – powiedział obojętnym tonem. Hermiona szybko się odwróciła się w jego stronę. Chłopak stał przed nią z wyciągniętą ręką i małym brązowym pudełeczkiem. Dziewczyna wstrzymała oddech gdy zobaczyła na jego ręce tatuaż. Zamknęła oczy.
-„Już po wszystkim. Wojna się skończyła. A ten przed tobą był zmuszony do walki po przeciwnej stronie.” – starała się wytłumaczyć sobie w myślach. W między czasie wzięła małe pudełeczko. Gdy otworzyła oczy stwierdziła, że Malfoy nie zauważył jej nerwowej reakcji na Mroczony Znak i szybko zbadała zawartość pojemnika. Znajdował się w nim różowy proszek o silnym balsamicznym zapachu.
-To proszek z Dyptamu. – oznajmiła zamykając wieczko i oddając pudełko blondynowi. Mimowolnie przejechała wzrokiem po jego umięśnionym torsie, brzuchu na którym wyrazie zarysowany był sześciopak i podbrzuszu na którym bardzo wyraźnie zarysowane mięśnie układające się w literę V schodziły zachęcająco poniżej paska u spodni. Gryfonka zarumieniona szybko się odwróciła, jednak Draconowi nie umknął jej wzrok przejeżdżający po jego półnagim ciele. Uśmiechnął się pod nosem i również zlustrował Hermionę wzrokiem, zwracając uwagę na ciemnozieloną bluzkę. Odszedł w kierunku regału, który aktualnie sprzątał, jednak półuśmieszek nie schodził z jego twarzy. Otrząsnął się jednak po chwili. Nie rozumiał tego. Od początku roku Granger jakoś dziwnie na niego działa. Szczególnie na szlabanach, kiedy są sami. Nie rozumiał co się zmieniło. Przecież dalej jest tym samym przemądrzałym molem książkowym, który zawsze musiał być najlepszy i zawsze wiedzieć najwięcej szczycąc się tym. Przeczytała pół biblioteki i myśli, że przez to wszystko jej wolno. Ślepo zapatrzona w tych dwóch idiotów: Pottera i Weasleya. Nie znosił jej. Jednak coś go w niej intrygowało. Od tego roku? Nie… chyba wcześniej. Tak. Ale nie potrafił sobie przypomnieć kiedy to się zaczęło, kiedy oprócz nienawiści pojawiło się coś innego w jego myśleniu co do brązowowłosej Gryfonki.
-To już przesada. Za gorąco tu. – sapnęła zgrzana pod nosem.
-Mówisz sama do siebie Granger? – zapytał blondyn. – Wiesz, że to pierwszy obojaw choroby psychicznej. – dodał złośliwie. Hermiona wzdrygnęła się przypominając sobie, że kilka godzin temu to samo powiedział do niej, jej przyjaciel.
-Ja po prostu lubię czasem pogadać z kimś inteligentnym. A w tym momencie nie mam okazji. – sykneła zdenerwowana i wróciła do pracy.
-Sporo jest tu niepodpisanych. – powiedział po chwili.
-To odłóż je na bok. Potem je sprawdzę. – westchnęła. Skończyła układać donice i przeszła do jednego ze stołów stojących pod szklaną ścianą, żeby poukładać wszystkie narzędzie i wyczyścić blat. – Tylko nie wpadnij na to, żeby wąchać te proszki. Niektóre mogę dziwnie działać. – powiedziała nie odwracając się nawet do niego. Spóźniła się jednak o kilka sekund. Zaciekawiony szukający Slytherinu prawie wsadził nos w fioletowy, mieniący się proszek, którego zapach wydał mu się bardzo przyjemny już z daleka. Po jego ciele przeszedł dreszcz a potem poczuł przyjemne ciepło w nozdrzach, schodzące po jego ciele w dół i rozchodzące się w okolicach podbrzusza. Szybko odłożył pudełeczko nie przyznając się, że coś powąchał. Dalej pracowali ciężko przez jeszcze jakieś pół godziny. Po tym czasie Malfoy uporał się z bałaganem na regale. Odwrócił się i poczuł, że jest mu jeszcze bardziej gorąco niż było, delikatnie zakręciło mu się w głowie. Spojrzał na termometr przy drzwiach do szklarni. Słońce już zaszło, ale temperatura w środku dalej wynosiła 40 stopni. Przy pomocy magii przez cały rok utrzymywany tutaj był mniej więcej stały poziom ciepła, by móc uprawiać nawet najbardziej egzotyczne rośliny. Draco jeszcze zrobił głęboki wdech i wydech. To zdecydowanie nie jego klimat. Przyzwyczajony był raczej do chłodu panującego zarówno w lochach jak i w Malfoy Menor. Zaciekawiony spojrzał jak sobie radzi Granger. Dziewczyna męczyła się przy szorowaniu blatu od dobrych 15 minut. Pozbycie się śladów wszelkich substancji wymieszanych z ziemią bez pomocy różdżki wcale nie było łatwe. Widać, było gorąc jej też daje się we znaki. Na jej policzkach widniały spore rumieńce dodające pani Prefekt uroku. Poczuł jeszcze raz jak zakręciło mu się w głowie.
-„Pomogę jej. Chce już iść.” – Pomyślał i podszedł w stronę dziewczyny powolnym krokiem. Kiedy do jego nozdrzy dotarł zapach jej perfum poczuł dziwne ciepło w okolicach brzucha. Po raz kolejny zlustrował ją wzrokiem, męczącą się przy szorowaniu i nagle stanęła mu znów przed oczami ona w stroju kąpielowym nad jeziorem.
-Pomóc ci? – zapytał łapiąc głęboko oddech.
-Poradzę sobie. – odpowiedziała starając się na obojętny ton, jednak zmęczenie i frustracja warunkami nie były wyraźnie wyczuwalne. Nie wytrzymał. Niewiele (a właściwie nic) nie myśląc podszedł do niej od tyłu i położył ręce na jej biodrach. Czuł delikatne zawroty głowy, ale nie przeszkadzało mu to. Dziewczyna zamarła nie wiedząc co robić. Draco nachylił się nad nią:
- Widzę, że ostatnio spodobały ci się zielone kolory. – wyszeptał jej do ucha – Może naprawdę chcesz zmienić dom? – jego ręce delikatnie głodziły jej biodra. Sam nie wiedział dlaczego to robi. Nie miał żadnej władzy nad swoim ciałem.
-Malfoy. Co ty robisz? Co ty bredzisz? – syknęła Hermiona. Spróbowała się wyrwać chłopakowi.  Jednak ten przytrzymał ją mocniej i obrócił przodem do siebie, chwycił za uda i posadził szybko na blacie napierając na nią delikatnie. Poczuła jego oddech na swojej szyi. – Przestań. – powiedziała cicho wystraszona.
-Wcześniej powiedziałaś żebym robił co chciał. – szepnął delikatnie muskając jej ucho wargami. Cichutko jęknęła – nie wiedziała co zrobić. Było jej strasznie gorąco, to co robił Malfoy było bardzo przyjemne, ale wiedziała, że tak nie może być.
-Proszę, nie. – wyszeptała cichutko. I to go otrzeźwiło. Spojrzał na nią jakby te słowa były policzkiem, który przywróciły go do rzeczywistości. Puścił ją i odsunął się spuszczając głowę. Widać, że czuł się trochę zagubiony. Szybko podszedł do regału przy którym spędził większość wieczoru i szybko znalazł małe czarne pudełeczko. Postawił je na stole.
-Powąchałem to. Chyba za mocno… - powiedział szybko nie patrząc się w jej oczy. Pospiesznie ubrał bluzkę i wyszedł. Hermiona powoli osunęła się na ziemię. Była w szoku.
-„Co to miało być?” – to pytanie huczało jej po głowie. Po chwili podeszła do stołu na którym leżało małe pudełeczko.

-Eris cupiditas – przeczytała cicho – Pył pożądania…

____________________________
* felix draco - szczęśliwy smok

wtorek, 19 sierpnia 2014

Rozdział 7

Już o 21:55 Hermiona stała w holu pod Wielką Salą i czekała na swojego towarzysza niedoli. Chłopak był idealnie punktualny, przyszedł dokładnie o 22.
-Idziemy? – zapytał obojętnym tonem nie patrząc się nawet Gryfonkę.
-Mhm. – mruknęła i oboje ruszyli w stronę wyjścia z zamku. Noc była pogodna, na niebie mieniły się miliony gwiazd nieprzysłonięte ani jedną chmurką. Księżycowi brakowało kilka dni do pełni. Od czasu do czasu powiewał chłodny wiatr. Gdy musnął tylko policzki Hermiony przypomniała sobie, że miała wybrać się do Hogsmeade po nowy mundurek. Na ten rok miała tylko dwa komplety, przy czym sweterek jednego z nich był dość zniszczony, a ciepłe ubranie będzie jej potrzebne biorąc pod uwagę, że to już ostatnie ciepłe wrześniowe dni. Okrążyli dziedziniec w ciszy i powolnym krokiem skierowali się na most prowadzący na błonia. Atmosfera pomiędzy nimi była ciężka i bardzo napięta. Gryfońska duma nie pozwalała odezwać się Hermionie pierwszej. Tymczasem Malfoy pamiętając podsłuchane słowa dziewczyny z przed kilku godzin nie miał pojęcia jak się odezwać, żeby nie doprowadzić dziewczyny do szału.
-Już wszystko w porządku Granger? – zapytał w końcu. Za wszelką cenę chciał przerwać tą ciszę, która aż dzwoniła w ich uszach.
-A co cię to obchodzi? – odpowiedziała zjadliwie.
-Bo jeżeli źle to lepiej od razu idź do Skrzydła Szpitalnego, żeby nie musiał Cię tam nieść. – fuknął. – „Kurwa, Malfoy… miałeś być miły…” – pomyślał. Chociaż nie był pewny czy potrafi to zrobić. – „Cholera. To tylko Granger. Po co się tak starasz?” – Przeszli przez most i wyszli na szkolne błonia. Wtedy dziewczyna się cicho odezwała.
-Malfoy…
-Hmm? – Hermiona wzięła głęboki wdech.
-Dziękuje za to wtedy… że mi pomogłeś… - wykrztusiła. Dracon zdziwiony spojrzał na nią, dziewczyna ewidentnie unikała jego wzroku. Zmusił się na miły ton głosu.
-Nie ma sprawy.
-Dlaczego to zrobiłeś? – zapytała niepewnie patrząc się na czubki swoich butów zmoczonych od rosy, która już pojawiła się na trawie.
-A jak miałem się inaczej zachować? Zostawić cię taką chorą? Dobić? – odpowiedział ironicznie.
-To już by było bardziej do ciebie podobne. – skwitowała. Chłopak zacisnął mocno pięści co nie uszło jej uwadze.
-Słuchaj, ja wiem, że od pierwszej klasy byłem dla ciebie straszny, ale…
-Nie Malfoy! Nic nie rozumiesz! – wybuchła dziewczyna.
-„No i masz co chciałeś idioto!” – powiedział sobie w duchu blondyn. – „Teraz się zacznie.”
-Przez ostatnie 7 lat dręczyłeś mnie na każdym kroku. Zatruwałeś życie jak tylko się dało. A to co się wydarzyło ostatnio, podczas wojny. – przerwała na chwilę. – To co się wydarzyło w Twoim domu… - wyszeptała. Czuła ucisk w gardle, do oczu napływały jej łzy. – … wtedy jakoś stałeś bezczynie. – mówiąc ostatnie słowa Gryfonka spojrzała z nienawiścią prosto w oczy arystokraty, któremu aż przeszedł dreszcz po plecach.
-Nie mogłem wtedy nic zrobić. – Hermiona prychnęła i przyśpieszyła kroku. Draco złapał ją za rękę zmuszając, żeby obróciła się w jego stronę. – Rozumiem, że moje słowa tak naprawdę gówno znaczą, ale… - tutaj wziął głęboki oddech - … czy jest coś co mogę zrobić, żeby wynagrodzić tobie chociaż ułamek tego co przeszłaś? – Gryfonka patrzała na niego nie dowierzając – „Kurwa! Co ty do cholery jasnej robisz? Co ty mówisz?” – karcił siebie w myślach Draco. Zanim dziewczyna zdążyła cokolwiek odpowiedzieć spuścił głowę na dół i wyminął ją idąc dalej przez błonia. Dziewczyna dość szybko do goniła i zrównała krok. Dalej szli w ciszy.
-Sprawdzamy sowiarnie? – zapytała kiedy przechodzili obok wysokiej wieży.
-Mhm. – mruknął potwierdzająco. – Zostań tu, ja sprawdzę środek. – powiedział kiedy wspięli się już na górę. Hermiona została sama, podeszła do barierki na samym szycie schodów, oparła się o nią rękoma i spuściła głowę. Starała się ogarnąć wszystko to co się dzieje między nią a Malfoyem, ale nie bardzo jej to wychodziło. Po chwili wyczuła, że chłopak staje obok niej. Usłyszała charakterystyczny trzask odpalanej zapalniczki. Zerknęła na niego kotem oka. Ślizgon odpalał papierosa. Zaciągnął się głęboko i wypuścił dym opierając się o balustradę obok Hermiony.
-Palisz? – zapytała zdziwiona.
-Czasem… - odpowiedział wkładając zapalniczkę do paczki papierosów. Hermiona wzięła ją od niego. Zdziwiony Draco nawet nie zdążył zareagować. Dziewczyna wyjęła jednego i odpaliła.
-Granger? Ty? – blondyn stał wmurowany. – Zawsze miałem cię za największą cnotkę w Hogwarcie.
-Bo taka byłam. – uśmiechnęła się wypuszczając dym z ust. Przypomniała jej się sama końcówka wakacji, które spędziła z mugolskimi przyjaciółmi starając się zapomnieć. To David i Patrick nauczyli ją palić. – Ale przez ostatnie miesiące bardzo wiele się zmieniło. Szczególnie po wojnie, kiedy wróciłam do domu i starałam się zapomnieć o… o wszystkim. – skwitowała nie chcąc znowu poruszać bolesnego tematu. Malfoy i tak zrozumiał co miała na myśli.
-Rozumiem. – wyszeptał. Zaległa między nimi cisza, ale zupełnie inna niż wcześniej. Nie przeszkadzała, nie drażniła, była całkowicie naturalna.
-Postaram się. – powiedziała w końcu Hermiona na co on, aż się wzdrygnął i spojrzał na nią pytająco. – Nie wiem czy dam radę ci wybaczyć, a już na pewno nie zapomnieć. Ale spróbuję dać Ci drugą szansę. – chłopak już otwierał usta, ale ona nie dała mu odpowiedzieć. – Pamiętaj tylko, że jeżeli mnie oszukujesz to pożałujesz tego. – jej głos nie pozostawiał żadnych wątpliwości, mówiła całkowicie poważnie.
-Nie boisz się? – zapytał po chwili.
-Czego?
-No bo co powiesz Potterowi i tym dwóm wiewiórkom?
-To moja sprawa co im powiem. – odburknęła. Nie wpadła na to. Przecież jej przyjaciele będą wściekli jak się dowiedzą, że „pogodziła się” z Malfoyem. I wcale im się nie będzie dziwić. Ona sama już jest na siebie zła, że to wszystko robi. – A to co powiesz swoim?
-Ja? A niby komu mam o tym mówić? Diabeł już sam cię polubił, a reszta mnie nie obchodzi.
-A twoi rodzice? – na to pytanie Malfoy spiął wszystkie mięśnie.
-Nie rozmawiajmy o moich rodzicach. – widząc reakcje chłopaka Hermiona przystanęła na to mimo zaciekawienia. Zaczęli powolutku schodzić ze schodów sowiarni. Szli jeden obok drugiego, oboje zamyśleni. Zegar na dziedzińcu wybił 23:00.
-Chodźmy w kierunku jeziora. – zaproponowała Gryfonka. Skierowali się w tamtą stronę.
-Jeżeli chcesz możemy na razie udawać przed Potterem i resztą, że jest po staremu. Do momentu, aż coś się wymyśli.
-Oszalałeś? To są moi przyjaciele. Dlaczego niby miałabym ich oszukiwać? – oburzyła się Miona.
-Oh, już dobrze, nie spinaj się tak. Zaproponowałem tylko, żebyś nie miała w razie czego z nimi problemów. – dziewczyna spojrzała na niego podejrzliwie i myśląc o tym co powiedział.
-No dobrze, ale tylko przez jakiś czas. I masz nie przesadzać. A jak komuś o tym powiesz…
-Zluzuj Granger. – uśmiechnął się pod nosem. I tyle było z jej oporu i szlachetności wobec przyjaciół. Mimo wszystko zupełnie ją rozumiał. Jest bardzo odważna i dużo ryzykuje dając mu drugą szansę. – „Tylko nie spierdol tego Malfoy.” – pomyślał. Dochodzili już do jeziora w tafli którego odbijał się księżyc. Widok był niesamowity.
-Możemy tu usiąść na chwilę? – zapytała Gryfonka siadając pod drzewem rosnącym najbliżej brzegu.
-Pewnie. – mruknął i usiadł obok niej również opierając się o pień. Milczenie przerwała Hermiona.
-Malfoy…
-Mhm?
-Tylko nie spierdol tego, ok? – Draco spojrzał na nią zaskoczony. Przez chwilę nawet podejrzewał, że dziewczyna potrafi czytać w myślach. Uśmiechnął się w końcu pod nosem.
-A jeżeli spierdolę to złamiesz mi nos jak w trzeciej klasie?
-Żebyś wiedział.
-Ok. W takim razie będę grzeczny. – powiedział z typową dla siebie kpiną w głosie. Ze strony jeziora powiał bardzo chłodny wiatr. Dziewczyna zapięła swoją bluzę pod samą szyje i skuliła nogi obejmując je rękoma.
-Zimno ci? Znowu? – zapytał.
-Troszkę. Przeżyję. – blondyn mimo to przyłożył rękę do jej czoła.
-Przynajmniej tym razem nie masz gorączki.
-Dam sobie radę, ok? – powiedziała mrużąc gniewnie oczy.
-Niech ci będzie. – wzruszył ramionami.
-Kiedy zaczynacie treningi? – mruknęła.
-Serio cię to interesuje? – uniósł zaskoczony brwi.
-Nie, ale moglibyśmy pogadać o czymkolwiek normalnym to czas szybciej zleci. – chłopak zaśmiał się cicho.
-W najbliższą sobotę rano chyba zorganizuję nabór na wolne miejsca, a wieczorem pierwszy trening.
-Blaise też gra w tym roku? – Draco spiął się trochę. Nie spodobało mu się to, że Hermiona mówi o jego przyjacielu po imieniu. Oznaczało to, że są dosyć blisko. Nie wiedział czemu, ale przeszkadzało mu to.
-Tak. Jako rozgrywający. – kolejny podmuch zimnego wiatru sprawił, że Gryfonka zadrżała i mocniej się skuliła. Chłopak widząc to wahał się tylko chwilę i rozpiął swoją czarną bluzę.
-Co robisz Malfoy? – zapytała kiedy bez pytania przysunął ją do siebie i przytulił opatulając z jednej strony swoim ramieniem.
-Nie marudź. Zostało nam jeszcze 2,5 godziny. Znowu zachorujesz i jeszcze pomyślą, że specjalnie coś robię, żeby cię wykończyć. A tym razem nie oddam ci jej całkowicie bo też mi chłodno. – powiedział siląc się na obojętny ton. Dziewczyna już nie protestowała, znajdowała się w potrzasku pomiędzy ramieniem i bluzą Dracona, a jego ciepłym i umięśnionym ciałem. Poczuła jak się rumieni, dziękowała samej sobie, że zostawiła dziś włosy rozpuszczone, więc mogła choć trochę zakryć swoje policzki.
-Ładnie pachniesz. – powiedziała cicho i zaraz skarciła się za to w myślach. Zaskoczony Ślizgon uśmiechnął się z niedowierzaniem.
-To miał być wstęp do podrywu?
-Oszalałeś? – oburzyła się brązowooka starając się odsunąć. Rumieniła się przy tym jeszcze bardziej.
-Uspokój się. Tylko żartuje, ok? – powiedział i zamiast ją wypuścić przycisnął do siebie mocniej. Dziewczyna ostrożnie położyła głowę na jego torsie wdychając zniewalający zapach męskich perfum.
-„Nie wierzę, że to się dzieje.” – pomyślała.
-„Czemu ja to robię?” – zapytał siebie Malfoy. Siedzieli tak dalej patrząc się w mieniącą się tafle jeziora, słuchając szumu drzew i bicia własnych serc. Oboje za wszelką cenę nie chcieli się przyznać przed sobą samym do jednego: było im w tym momencie bardzo dobrze.

Blaise Zabini siedział w swoim dormitorium i właśnie kończył pisać ostatnią pracę domową. Przeciągnął się leniwie i podszedł do barku z którego wyjął  kryształową szklankę i butelkę Ognistej Whisky. Nalał sobie trochę bursztynowego płynu i dodał dwie kostki lodu.  Pociągnął łyk i podszedł do okna. Była piękna, bezchmurna noc. Przejechał wzrokiem po szkolnych błoniach i zatrzymał się przy jeziorze. Pod jednym z drzew siedziały dwie osoby przytulając się nawzajem.
-Czy to…? Nie... nie, na pewno nie. – mówił sam do siebie z niedowierzaniem. Męska postać się ruszyła, blask księżyca przez moment oświetlił jego platynowe włosy. Ręką przejechał dziewczynie po głowie odgarniając z twarzy długie loki. Diabeł zaśmiał się. – Smoku… ten szlaban to dla ciebie jak wygrana na loterii. – powiedział i pociągnął ze szklanki łyk alkoholu.

Hermiona czekała na Ginny w holu głównym. Miały się spotkać i iść do Hogsmeade po mundurek dla szatynki. Dzień w szkole minął jej bardzo szybko i spokojnie. Przez wszystkie lekcje myślała o wczorajszym szlabanie z Malfoyem. Kiedy o 2 w nocy skończyli patrol odprowadził ją pod drzwi jej dormitorium. Oboje byli bardzo zaspani i trochę skrępowani sobą nawzajem. Do tej pory jeszcze czuła palce Ślizgona dotykające jej czerwonego policzka, kiedy odgarniał jej kosmyki. „Ładniej ci bez włosów na twarzy” – powiedział z nutą ironii w głosie. Widać było, że jednak szybko pożałował tego co powiedział, bo niemal od razu skrępowany odwrócił wzrok.
-Już jestem. – powiedziała ruda dziewczyna dźgając ją delikatnie palcem w bok.
-Uhum. Chodźmy. – odpowiedziała Hermiona. Dzień był bardzo pochmurny i wietrzny. Pani Prefekt zapięła swoją skórzaną kurtkę i schowała połowę twarzy w chuście w kolorze czerwonego wina.
-Jak było wczoraj na szlabanie z Malfoyem? – zapytała z wyraźną kpiną w głosie jej przyjaciółka.
-A jak myślisz? – odburknęła.
-Myślę, że bardzo przyjemnie i romantycznie. – westchnęła Ginny. Hermiona, aż się zatrzymała zdziwiona.
-„Szlag. Widziała nas.” – pomyślała tylko i zaczęła szukać jakiegoś dobrego wytłumaczenia na swoje zachowanie.
-Oh, już przestań. Żartuje przecież. Wiesz, że ci współczuje tego wszystkiego. Dupek cię podpuścił na korytarzu, a teraz musisz się z nim męczyć… - na te słowa Hermiona odetchnęła w duchu z ulgą. Przytaknęła i ruszyła dalej.
-A jak z Harrym? – zapytała Miona. Wiedziała, że to dość drażliwy temat.
-Nie wiem. Od kiedy się rozstaliśmy niby wszystko jest w porządku. Przyjaźnimy się i wszystko jest fajnie. Tylko mimo wszystko nie wiem, czy to nie skończy się na tym, że wrócimy do siebie.
-A chcesz tego? – Ginevera westchnęła głośno.
-Nie wiem Hermi. Niby dobrze mi było przy nim i gdyby nie ta wojna to może dalej bylibyśmy razem, ale jak teraz o tym myślę to nie wiem czy jestem w stanie go tak kochać jak kiedyś. Czy jestem w stanie go kochać inaczej niż jak barta. Coś się po wojnie zmieniło w nas, że zaczęliśmy na siebie patrzeć zupełnie inaczej, ale nie wiem co. – ostatnie zdanie pasowało Hermionie nie tylko do sytuacji Ginny i Harrego.
-Wojna zmieniła nas wszystkich. Tego nie da się ukryć. – mrukneła zachmurzona. Kiedy doszły do Hogsmeade skierowały się prosto do sklepu z ubraniami w którym sprzedawano również mundurki Hogwartu. Hermiona przymierzyła gryfoński komplet.
-I jak? – zapytała Ginny zza parawanu w szatni. Szatynka przejrzała się w lustrze i pokazała przyjaciółce.
-To mój stary rozmiar. Spódniczka na długość jest idealna, ale mam ją trochę za szeroką w pasie. Sweter też mógłby być minimalnie węższy.
-To weź mniejszy rozmiar. Jaki problem?
-Taki, że spódniczka będzie krótsza.
-No i co z tego? Wiem, że najchętniej byś chodziła w habicie zakonnicy, ale myślę, że mniejsza będzie pasować idealnie. Poza tym masz świetne nogi i mogłabyś też je czasem pokazać. – Hermiona już otwierała usta, żeby coś powiedzieć, ale ruda nie dała jej dojść do głosu i zawoła ekspedientkę. – Przepraszam, czy możemy prosić mniejszy rozmiar tej gryfońskiej szaty? – kobieta kazała im chwilę poczekać.
-Przykro mi, ale w tej chwili nie mamy ich na stanie. Mogę za to dać do przymiarki komplet z innego domu, jeżeli będzie pasował to w ciągu kilku dni przyślę pani sową gryfońską.
-Dobrze. Poprosimy. – odpowiedziała Weasley.
-Dziękuje, że dajesz mi podjąć decyzje. – syknęła Hermiona.
-Nie ma za co. – ekspedientka przyszła z nowym strojem.
-Dziękuje. – odpowiedziała Miona i wzięła ubrania. Sprzedawczyni uśmiechnęła się i odeszła.
-Dziękujesz za ślizgońskie stroje? – prychnęła młodsza Gryfonka – Ja bym tego kijem nie dotknęła.
-Mam przymierzyć ten rozmiar czy nie? – fuknęła starsza i zasłoniła się parawanem. Kiedy wyszła Ginny klasnęła w dłonie.
-Idealnie.
-Na pewno? Nie jest…
-Nie, nie jest za krótka. Gdyby nie kolor wyglądałabyś bosko.
-Niech ci będzie. Idę zapłacić i zapytać się kiedy dokładnie bym dostała szkarłatną.
-Dobra. – odpowiedziała przyjaciółka i zaczęła przeglądać ubrania będące najbliżej przymierzalni. Hermiona przeszła przez cały, dość duży sklep w kierunku kasy. Z daleka widziała, że ekspedientka wchodzi na zaplecze. Jeszcze raz spojrzała na spódniczkę, którą dalej miała na sobie i swoje odsłonięte nogi.
-„Na pewno nie jest za krótka?” – pomyślała. W tym  momencie zderzyła się z kimś. Zachwiała się na chwilę. Silna ręka objęła ją w pasie. Poczuła znajomy zapach męskich perfum.
-Przepra…- zaczęła Hermiona ale zamilkła gdy zobaczyła stalowe tęczówki oczu wpatrujące się w nią. Kosmyki blond włosów opadające na bladą twarz. Miękkie usta o idealnym kształcie. Wszystkie jej mięśnie się spięły. Serce zaczęło szybciej być. Szybko odskoczyła od niego. Czuła jak się rumieni. Ślizgon stał przez chwilę zbity z tropu wpatrując się w dziewczynę. Zmierzył ją wzrokiem zatrzymując się chwilę na spódniczce. – Na co się gapisz? – warknęła.
-Granger? – zapytał zdziwiony.
-Jak widać! Coś ci nie pasuje? – zza pleców Malfoya wyłonił się czarnoskóry chłopak i uśmiechnął przyjaźnie.
-Co ty masz na sobie? Zamierzasz zmienić dom? – zaśmiał się. Na jego widok dziewczynie trochę ulżyło. Czuła się zdecydowanie bezpieczniej gdy nie była z blondynem sam na sam.
-Tyko przymierzam rozmiar. Ok? – powiedziała już bardziej spokojnym tonem. W tym momencie z zaplecza wyszła sprzedawczyni.
-Ta szata jest dobra. Kiedy bym dostała gryfońską? – powiedziała Hermiona kładąc pieniądze na blacie.
-Przyślę w ciągu najbliższych trzech dni. – kobieta uśmiechnęła się i podała jej rachunek. Szatynka podziękowała i odeszła w stronę przymierzalni. Nie zdążyła jednak zrobić kilku kroków kiedy usłyszała za sobą głos Zabiniego.
-Dobra? Dobra to mało powiedziane. Jest idealna! Hermiono czemu nie zakładasz takich spódniczek jak mamy wspólne spotkania, albo patrole? – zapytał zalotnym tonem dając Malfoyowi kuksańca w bok. – A może ubiera się tak na szlabany z tobą, Dracusiu? – Hermiona pokazała drugiemu Prefektowi język i odeszła.

-„Dziwne. Czy mi się wydawało, czy Malfoy przed chwilą był lekko zaczerwieniony… Nie. Przestań. Przywidziało ci się.” – wróciła do przymierzalni i przebrała się w swoje ciuchy nie wspominając o niczym Ginny. Wyszły ze sklepu omijając dwojga Ślizgonow. Zabini szukał czegoś na dziele męskim, a blondyn czekał na niego oparty o ścianę patrząc ukradkiem na jedną z Gryfonek.




Rozdział wyszedł trochę długi jak na mnie, ale myślę, że to dobrze. Bardzo proszę o komentarze :)

niedziela, 17 sierpnia 2014

Rozdział 6

Nie jestem do końca zadowolona z tego rozdziału, ale myślę, że po tak długiej przerwie i tak jest dobrze. Obiecuje, że następny będzie dużo lepszy i pojawi się w najbliższym czasie. Tymczasem zapraszam do czytania i komentowania!




Następnego dnia Hermiona obudziła się kilka minut przed 7:00. Znowu miała bardzo zły sen. Spała bardzo długo, a po wczorajszej dawce eliksirów bolała ją głowa. Wiedziała jednak, że przejdzie jej jak tylko napije się kawy i coś zje. Zwlekła się z łóżka i powlekła się do łazienki, gdzie wzięła szybki, orzeźwiający prysznic. Wychodząc z łazienki otworzyła okno swojego prywatnego dormitorium, był ciepły wrześniowy poranek, do pomieszczenia wdarł się delikatny wietrzyk w którym czuć było ostatnie muśnięcie lata. Ubrała szkolny mundurek składający się z koszuli, spódnicy i pończoch. Przeczesała swoje włosy i nałożyła delikatny makijaż, na koniec popsikała się swoimi ulubionymi perfumami. Zerknęła na plan lekcji, jako pierwsze miała zaklęcia z Krukonami o 9, była dopiero 7:30. Gryfonka spakowała wszystkie potrzebne jej na dziś książki i wyszła z dormitorium. Nieśpiesznym krokiem powędrowała na śniadanie. W Wielkiej Sali wiało pustkami. Na początku roku mało kto wstawał o tak wczesnej porze, wszyscy raczej przyzwyczajeni do wakacyjnego lenistwa wstawali na ostatnią chwilę. Przy stole Gryffindoru nie siedział nikt z przyjaciół Hermiony. Zajęła więc byle jakie miejsce i zabrała się za jedzenie tostów z serem. Rozejrzała się po sali – przy stole Krukonów siedziała Luna czytając jakąś gazetę i od czasu do czasu biorąc jakby nieświadomie do ust łyżkę owsianki. Uśmiechnęła się pod nosem na widok blondynki po czym mimowolnie przeniosła wzrok na stół domu węża. Siedział tam Danail i jego kuzyn, który o ile dobrze pamiętała miał na imię Milan. Pierwszy z Bułgarów uśmiechnął się do dziewczyny, na co ona odpowiedziała równie przyjaznym uśmiechem.
-„Przynajmniej jeden normalny Ślizgon” – pomyślała. Trochę dalej przy tym samym stole siedziała Pansy Parkinson przypatrując się pani Prefekt naczelnej z uwagą. Gdy jednak zobaczyła, że Gryfonka również się jej przygląda szybko odwróciła wzrok. – „Kretynka.” – stwierdziła w duchu Hermiona. Wojna już się skończyła, a obecność każdego ucznia Hogwartu w tym roku w szkole, nawet jeśli miał kiedyś coś wspólnego z Voldemortem, świadczyła o tym, że dostał drugą szansę. Mimo to panna Granger nie umiała od tak przebaczyć i zapomnieć wszystkim, którzy przyłożyli rękę do śmierci jej bliskich. Wiedziała, że wobec rodziców Parkinson toczy się postępowanie, mogą oni wylądować w Azkabanie, za pomoc Czarnemu Panu. Wszyscy śmierciożercy znajdują się pod czujnym okiem Ministerstwa Magii oraz aurorów, aż do wydania wyroków skazujących lub uniewinniających. Również rodzice Malfoya nie mogą się czuć bezpiecznie. Z tego co słyszała pana Weasleya Dracon otrzymał drugą szansę ponieważ, podobnie jak Zabini, został zmuszony przez rodziców do przystąpienia w szeregi śmierciożerców. Natomiast los Lucjusza i Narcyzy stoi pod znakiem zapytania. Hermiona westchnęła.
-Wszyscy powinni zginąć w piekle. – powiedziała po cichu, a do jej oczu napłynęły łzy.
-Na brodę Merlina! Kto powinien? – Ginny stała obok zaskoczona słowami przyjaciółki. Brązowooka przestraszyła się głosu przyjaciółki.
-Ohh… nic. Nieważne. Przepraszam. – odpowiedziała speszona.
-Miona? Wszystko ok? – zapytała zmartwiona ruda. – Nie wyglądasz najlepiej.
-To po wczorajszych eliksirach. Jeszcze dziś źle spałam. Miałam znowu ten straszny sen. – młoda panna Weasley przytuliła ją.
-I wszystko dalej tak samo?
-Tak. Dalej czuje jak Bellatrix mnie torturuje… dokładnie tak jak wtedy w domu Malfoyów. – Hermionie ciężko było wypowiedzieć te słowa. Przypomniało jej się, jak wczoraj ten tleniony idioty przepraszał ją za wszystko. Chyba nie wierzył, że jedno zwykłe „przepraszam” załatwi taką sprawę. – „Hermiono, uspokój się. On nie mógł tego mówić serio. To Malfoy, nigdy nie przeprasza, chyba, że ma w tym jakiś swój gówniany interes.” – Gryfonka nalała sobie do kubka kawy i dodała odrobinę mleka. Wypiła ją dość szybko patrząc na zegarek. Była już 8:40 – pora się zbierać na zaklęcia. Szybko zebrała swoje rzeczy i pożegnała się z przyjaciółką. Pierwsza lekcja minęła jej bardzo szybko. Pomimo swojej wczorajszej nieobecności potrafiła odpowiedzieć na każde pytanie profesora. Zarobiła trochę punktów dla Gryffindoru. Następnie w planie miała Transmutację, sala była otwarta więc bez większego zastanowienia weszła do środka. Siedziało już tam kilkoro uczniów, jeden z nich miał bardzo jasne blond włosy i wpatrywał się w Hermionę swoimi błękitno-stalowymi oczyma. Pani Prefekt udała, że go nie widzi i szybko usiadła do ławki pod oknem. Po chwili obok niej usiadł pewien Ślizgon.
-Co słychać?
-Oh… Hej… W porządku. – odpowiedziała trochę zaskoczona Hermiona.
-Już dobrze się czujesz? – zapytał z wyczuwalną troską w głosie.
-Tak już wszystko ok. Dziękuje. – odpowiedziała. Chłopak świdrował ją swoimi brązowymi oczyma, co ją trochę krępowało. – A Tobie jak się podoba w Hogwarcie? – zapytała, żeby przerwać uciążliwą chwilę milczenia.
-Jest super. Nie mogę się przyzwyczaić, że chodzę do szkoły z dziewczynami. W Drumstrangu nie było ani jednej. A tu jest ich pełno… i to całkiem niezłych… - powiedział zalotnym tonem dalej wpatrując się w Hermionę. Dziewczyna się zarumieniła. W tym momencie do sali weszła profesor McGonagall, za co Gryfonka była jej bardzo wdzięczna. Minewra przywitała się ze wszystkimi.
-Panno Granger, czy czuje się już pan dobrze? – zapytała podejrzliwym tonem.
-Tak. Dziękuje pani profesor. – odpowiedziała uprzejmie. Powoli denerwowała ją już ta troska wszystkich wokół. Przecież nie jest umierająca i nie stało się wcale nic strasznego. Chociaż na samą myśl o tym jak blisko wczoraj była z tą nadentą fretką przechodziły jej ciarki po plecach. Najdziwniejsze było to, że wydawał się całkiem uprzejmy wobec niej. – „To na pewno jakiś podstęp. Muszę być czujna” – pomyślała. W tym momencie przypomniały jej się słowa pani Pomfrey : „Pan Malfoy przygotował ci posłanie i dopilnował żebyś się nie wyziębiła. Dżentelmen na medal!”. – „Sram na takiego dżentelmena” – prychła w myślach Gryfonka i starała skupić się na lekcji.



-Smoku, ogarnij się czy coś… - Blaise z niepokojem spoglądał znad książki na swojego przyjaciela chodzącego w tą i z powrotem po pokoju.
-Nosz kurwa! Nie rozumiesz? Chucham i dmucham na nią przez całą noc, oddaje swoje ciuchy, a ta mi później ani „Dziękuje” ani „Pocałuj mnie w dupe”! Głupia szlama.
-Skoro taka „głupia szlama” to czemu tak się nią przejmujesz i złościsz, hmmm? – zapytał czarnoskóry chłopak z nutą rozbawienia w głosie.
-Zamknij się. Wkurzam się bo poświęcam się dla takiej byle Gryfonki, GRYFONKI! A ona nic!
-Przestań… napij się ognistej i Ci przejdzie. – Zabini był już powoli znużony wściekłością współlokatora. Zerknął na zegarek, wskazywał 16:15. – Za niecałe 2 godziny masz z nią szlaban. Nie chcesz się wystroić?
-Spierdalaj.
-Zrobiłeś się strasznie agresywny… - Draco nie odezwał się. Miał już serdecznie dość Zabiniego i jego dogryzek. Podszedł do okna, z którego widać było wielkie jezioro. Dormitorium dwojga Ślizgonów było najwyżej wysuniętym pomieszczeniem w lochach, dzięki czemu okna były tu na normalnej wysokości.
-Dalej myślisz o niej? – zapytał Zabini rozbawionym głosem.
-TO GŁUPIA SZLAMA! NIE ROZUMIESZ? – powiedział odwracając się w stronę przyjaciela i zamarł. Za Diabłem w drzwiach stała Hermiona Granger.



Pani Prefekt naczelna szła spokojnym krokiem w stronę dormitorium Zabiniego i Malfoya. Miała nadzieje, że „służbowe sprawy” o których mówił Ślizgon załatwią szybko, ponieważ przed szlabanem o 18 chciałaby się jeszcze przebrać ze szkolnego mundurka. Do swojego pokoju po lekcjach i odrabianiu zadań domowych w bibliotece wpadła tylko na chwilkę, żeby zostawić tam ciężkie książki. Obok swojego łóżka na fotelu zobaczyła bluzę Malfoya, którą ten pożyczył jej na ostatnim, nieszczęsnym szlabanie. Zrezygnowana wzięła go ze sobą. Drzwi do dormitorium dwojga Ślizgonów przez swoje zamyślenie otworzyła bez pukania. Dokładnie w momencie kiedy przekroczyła próg usłyszała krzyk blondyna:
- TO GŁUPIA SZLAMA! NIE ROZUMIESZ? – Malfoy był ewidentnie zaskoczony obecnością „głupiej szlamy”. Wyglądał na trochę zmieszanego, gdy uświadomił sobie, że dziewczyna słyszała jego wybuch. Hermiona na początku zaskoczona patrzyła na swojego wieloletniego wroga. Miał na sobie spodnie z szkolnego mundurka i do połowy rozpiętą koszulę. On również wpatrywał się w nią nie wiedząc co zrobić.
-Hermiona! Super, że przyszłaś. Jest kilka spraw, które musimy… - przerwał widząc, że Gryfonka zbliża się do jego przyjaciela z kamiennym wyrazem twarzy. Podała blondynowi złożoną w kostkę bluzę.
-Oddaje. Mam nadzieję, że nie pobrudziłam jej za bardzo szlamem. – syknęła i wepchnęła mu ją w ręce. Odwróciła się na pięcie i podeszła do Blaisa. – Więc o co chodzi? – zapytała.
-Widzisz, trzeba ustalić dyżury na korytarzach. Potem terminarze naborów do drużyn quidditcha. McGonagall jeszcze prosiła… - w tym momencie drzwi do dormitorium zamknęły się z głośnym hukiem. Prefekci zostali sami we dwójkę.
-Trochę kiepsko wyszło… - powiedział zmieszany Blaise świadomy tego, że to on podpuścił przyjaciela do takiego wybuchu.
-Nie. Wyszło tak samo jak przez wszystkie te lata w Hogwarcie. – odpowiedziała obojętnie Gryfonka.
-Słuchaj… Malfoy jest bardzo zagubiony, szczególnie teraz, po wojnie, nie wie co ma zrobić.
-Nie wie co ma zrobić, więc dręczy mnie i wyzywa od szlam?
-Już daj spokój. Nie widzisz jak się zmienia? Nie da się wszystkiego zrobić na raz! – czarnoskóry chłopak starał się przekonać dziewczynę.
- Co się zmienia? W czym się zmienia? Jak dla mnie nic się nie zmieniło!
-A wczoraj? W lochach na szlabanie? – zapytał, jego ton był łagodny ale poważny.
-Nie wiem co Ci nawygadywał ten kretyn, ale… - Hermionie zaczęły napływać łzy do oczu.
-Ten kretyn nic mi nie powiedział. – przerwał jej Zabini. – Wiem tylko, że źle się czułaś kiedy siedzieliście zamknięci i on się Tobą zaopiekował. A i tak dowiedziałem się o tym od McGonagall, bo Smok nie chciał nic mówić na ten temat.
-Było mu wstyd, że mi pomógł zamiast dobić…
-Kurwa, dziewczyno, przestań. Znam Malfoya od dziecka i wiem, że to skończony arystokratyczny dupek i kretyn. Tylko musisz pamiętać, że wszystko to co działo się przez te lata było spowodowane naciskiem jego ojca, na którego naciskał Voldemort. Teraz kiedy to się skończyło wszyscy dostaliśmy drugą szansę i wszyscy ją chcemy wykorzystać. Ja też! – Diabeł usiadł na kanapie obok dziewczyny. – I ten palant też by bardzo chciał, ale jak już oboje zauważyliśmy nie jest on do końca normalny i kretyn nie wie co ma zrobić, nie wie jak to wszystko sobie poukładać.
-Blaise… rozumiem co do mnie mówisz, ale postaraj się zrozumieć też mnie. To było miłe zaskoczenie... to całe zachowanie Malfoya w lochach. Tylko, że przez ostatnie 7 lat dręczył mnie za każdym razem, kiedy tylko mnie zobaczył. A to  co się działo podczas wojny, tortury, które przeżywałam, kiedy on się przyglądał bezczynnie… Do dziś śni mi się to po nocach i to dla mnie zdecydowanie za dużo. – po policzku Gryfonki spłyneła samotnie jedna łza, zaraz potem druga. Dziewczyna wstała gwałtownie. – Przepraszam, muszę już iść. Jeżeli chodzi o sprawy szkoły… - zerknęła na plik papierów na biurku Ślizgona.
-Dam sobie radę. – odpowiedział markotnie Blaise. To co powiedziała dziewczyna kompletnie pozbawiło go humoru. Zdał sobie sprawę jak bardzo Gryfonka jest zraniona, ile cierpienia doznała przez te wszystkie lata, a w szczególności ostatnimi czasy.
-Dziękuje. – odpowiedziała dziewczyna i szybko wyszła z dormitorium. Gdyby nie jej rozkojarzenie przez rozmowę, którą przed chwilę odbyła może zauważyłaby, że kilka metrów od drzwi stał stalowooki Ślizgon z zachmurzoną miną. Odprowadził dziewczynę wzrokiem. Po tym jak wyszedł trzaskając drzwiami nie miał pojęcia co zrobić, oparł się tylko o nie wkurzony – nie wiedział czy bardziej na siebie czy na Granger. Kiedy usłyszał, że temat dotyczy jego postanowił podsłuchać rozmowę przyjaciela zza drzwi. Teraz tego żałował. Chyba wolał nie wiedzieć. Wolał nie zdawać sobie sprawy jaką krzywdę wyrządził tej dziewczynie.



Hermiona zdenerwowana krzątała się po swoim dormitorium. Ubrała na siebie czarne dopasowane trampki i zieloną bluzkę na ramiączkach. Włosy zapletła w luźny warkocz. Cały czas myślała o swojej rozmowie z Zabinim. Zawiązała na nogach trampki i ubrała czarną rozpinaną bluzę – na wszelki wypadek, żeby nie musieć pożyczać już niczego od tego bęcwała. Zerknęła na zegarek – 17:50. Westchnęła i wyszła ze swojego dormitorium. Całą drogę do gabinetu McGonagall pokonała ze spuszczoną głową walcząc z myślami. Kiedy weszła do środka Dracon już tam siedział, nauczycielka pisała coś przy swoim biurku.
-Witam. Proszę usiąść panno Granger. – dziewczyna usiadła. Malfoy nawet na nią nie zerknął. Siedział naburmuszony w swoim fotelu.  – Bardzo mi przykro za ten incydent podczas ostatniego szlabanu. – kontynuowała nauczycielka.
-Nic się nie stało. – powiedziała szybko Hermiona. – Co mamy dziś zrobić? – zapytała chcąc uniknąć tego niemiłego dla niej tematu.
-Chciałabym, żebyście za zajęli się dziś wieczorem patrolem dziedzińca i błoni. Wczoraj przyłapano kilkoro uczniów na psoceniu tam późnym wieczorem i chciałabym, żeby przez kilka najbliższych dni ktoś zajął się pilnowaniem porządku w tym miejscu, żeby nie dopuścić do ponowienia się sytuacji.
-Późnym wieczorem? Mamy godzinę 18… - powiedział ironicznie Dracon.
-Zdaję sobie z tego sprawę panie Malfoy. Dlatego chcę, żebyście patrol zaczęli dziś o 22:00 i prowadzili go 4 godziny.
-Słucham? – oburzył się chłopak. Tym razem dziewczyna mu zawtórowała.
-Ale pani profesor! My jutro rano mamy lekcje! – McGonagall skarciła ich swoim surowym wzrokiem.
-Panno Granger, panie Malfoy. To jest szlaban, a wasze przewinienie było poważne. Chyba nie liczyliście, że będziemy was rozpieszczać i dawać taryfy ulgowe? – nauczycielka zerkała to na jednego to na drugiego. – Z mojej strony to wszystko. Możecie iść do swoich dormitoriów. Do 22 macie jeszcze sporu czasu. – Oboje uczniowie zachmurzeni pożegnali się z wicedyrektorką i wyszli.
-O 22 pod Wielką Salą. – syknęła Hermiona. Draco siknął jej głową. Kiedy już się mieli oddalić, każde w swoją stronę, ciszę przerwał głos arystokraty.
-Granger…
-Hmmm?
-Ja… to dzisiaj… Zabini mnie strasznie wkurwił i wybuchłem. – Hermiona podniosła brwi.
-Malfoy? Czy Ty się tłumaczysz głupiej szlamie? – prychnęła. – „Czemu ja to robię? Po co to ciągnę?” – zadawał sobie w duchu pytania.

-A nazywaj sobie to jak chcesz. Nie obchodzi mnie to. Chciałem Ci tylko powiedzieć… - spojrzał na nią swoimi błękitno-stalowymi oczyma, co sprawiło, że dziewczynie na chwilę zatrzymało się serce. Blondyn jednak obrócił się szybko i odszedł. Hermiona jednak była zupełnie pewna, że usłyszała jak chłopak wyszeptał odchodząc ciche „przepraszam”. Stała tak jeszcze chwilę samotonie na korytarzu po czym skierowała się w stronę swojego dormitorium.