wtorek, 19 sierpnia 2014

Rozdział 7

Już o 21:55 Hermiona stała w holu pod Wielką Salą i czekała na swojego towarzysza niedoli. Chłopak był idealnie punktualny, przyszedł dokładnie o 22.
-Idziemy? – zapytał obojętnym tonem nie patrząc się nawet Gryfonkę.
-Mhm. – mruknęła i oboje ruszyli w stronę wyjścia z zamku. Noc była pogodna, na niebie mieniły się miliony gwiazd nieprzysłonięte ani jedną chmurką. Księżycowi brakowało kilka dni do pełni. Od czasu do czasu powiewał chłodny wiatr. Gdy musnął tylko policzki Hermiony przypomniała sobie, że miała wybrać się do Hogsmeade po nowy mundurek. Na ten rok miała tylko dwa komplety, przy czym sweterek jednego z nich był dość zniszczony, a ciepłe ubranie będzie jej potrzebne biorąc pod uwagę, że to już ostatnie ciepłe wrześniowe dni. Okrążyli dziedziniec w ciszy i powolnym krokiem skierowali się na most prowadzący na błonia. Atmosfera pomiędzy nimi była ciężka i bardzo napięta. Gryfońska duma nie pozwalała odezwać się Hermionie pierwszej. Tymczasem Malfoy pamiętając podsłuchane słowa dziewczyny z przed kilku godzin nie miał pojęcia jak się odezwać, żeby nie doprowadzić dziewczyny do szału.
-Już wszystko w porządku Granger? – zapytał w końcu. Za wszelką cenę chciał przerwać tą ciszę, która aż dzwoniła w ich uszach.
-A co cię to obchodzi? – odpowiedziała zjadliwie.
-Bo jeżeli źle to lepiej od razu idź do Skrzydła Szpitalnego, żeby nie musiał Cię tam nieść. – fuknął. – „Kurwa, Malfoy… miałeś być miły…” – pomyślał. Chociaż nie był pewny czy potrafi to zrobić. – „Cholera. To tylko Granger. Po co się tak starasz?” – Przeszli przez most i wyszli na szkolne błonia. Wtedy dziewczyna się cicho odezwała.
-Malfoy…
-Hmm? – Hermiona wzięła głęboki wdech.
-Dziękuje za to wtedy… że mi pomogłeś… - wykrztusiła. Dracon zdziwiony spojrzał na nią, dziewczyna ewidentnie unikała jego wzroku. Zmusił się na miły ton głosu.
-Nie ma sprawy.
-Dlaczego to zrobiłeś? – zapytała niepewnie patrząc się na czubki swoich butów zmoczonych od rosy, która już pojawiła się na trawie.
-A jak miałem się inaczej zachować? Zostawić cię taką chorą? Dobić? – odpowiedział ironicznie.
-To już by było bardziej do ciebie podobne. – skwitowała. Chłopak zacisnął mocno pięści co nie uszło jej uwadze.
-Słuchaj, ja wiem, że od pierwszej klasy byłem dla ciebie straszny, ale…
-Nie Malfoy! Nic nie rozumiesz! – wybuchła dziewczyna.
-„No i masz co chciałeś idioto!” – powiedział sobie w duchu blondyn. – „Teraz się zacznie.”
-Przez ostatnie 7 lat dręczyłeś mnie na każdym kroku. Zatruwałeś życie jak tylko się dało. A to co się wydarzyło ostatnio, podczas wojny. – przerwała na chwilę. – To co się wydarzyło w Twoim domu… - wyszeptała. Czuła ucisk w gardle, do oczu napływały jej łzy. – … wtedy jakoś stałeś bezczynie. – mówiąc ostatnie słowa Gryfonka spojrzała z nienawiścią prosto w oczy arystokraty, któremu aż przeszedł dreszcz po plecach.
-Nie mogłem wtedy nic zrobić. – Hermiona prychnęła i przyśpieszyła kroku. Draco złapał ją za rękę zmuszając, żeby obróciła się w jego stronę. – Rozumiem, że moje słowa tak naprawdę gówno znaczą, ale… - tutaj wziął głęboki oddech - … czy jest coś co mogę zrobić, żeby wynagrodzić tobie chociaż ułamek tego co przeszłaś? – Gryfonka patrzała na niego nie dowierzając – „Kurwa! Co ty do cholery jasnej robisz? Co ty mówisz?” – karcił siebie w myślach Draco. Zanim dziewczyna zdążyła cokolwiek odpowiedzieć spuścił głowę na dół i wyminął ją idąc dalej przez błonia. Dziewczyna dość szybko do goniła i zrównała krok. Dalej szli w ciszy.
-Sprawdzamy sowiarnie? – zapytała kiedy przechodzili obok wysokiej wieży.
-Mhm. – mruknął potwierdzająco. – Zostań tu, ja sprawdzę środek. – powiedział kiedy wspięli się już na górę. Hermiona została sama, podeszła do barierki na samym szycie schodów, oparła się o nią rękoma i spuściła głowę. Starała się ogarnąć wszystko to co się dzieje między nią a Malfoyem, ale nie bardzo jej to wychodziło. Po chwili wyczuła, że chłopak staje obok niej. Usłyszała charakterystyczny trzask odpalanej zapalniczki. Zerknęła na niego kotem oka. Ślizgon odpalał papierosa. Zaciągnął się głęboko i wypuścił dym opierając się o balustradę obok Hermiony.
-Palisz? – zapytała zdziwiona.
-Czasem… - odpowiedział wkładając zapalniczkę do paczki papierosów. Hermiona wzięła ją od niego. Zdziwiony Draco nawet nie zdążył zareagować. Dziewczyna wyjęła jednego i odpaliła.
-Granger? Ty? – blondyn stał wmurowany. – Zawsze miałem cię za największą cnotkę w Hogwarcie.
-Bo taka byłam. – uśmiechnęła się wypuszczając dym z ust. Przypomniała jej się sama końcówka wakacji, które spędziła z mugolskimi przyjaciółmi starając się zapomnieć. To David i Patrick nauczyli ją palić. – Ale przez ostatnie miesiące bardzo wiele się zmieniło. Szczególnie po wojnie, kiedy wróciłam do domu i starałam się zapomnieć o… o wszystkim. – skwitowała nie chcąc znowu poruszać bolesnego tematu. Malfoy i tak zrozumiał co miała na myśli.
-Rozumiem. – wyszeptał. Zaległa między nimi cisza, ale zupełnie inna niż wcześniej. Nie przeszkadzała, nie drażniła, była całkowicie naturalna.
-Postaram się. – powiedziała w końcu Hermiona na co on, aż się wzdrygnął i spojrzał na nią pytająco. – Nie wiem czy dam radę ci wybaczyć, a już na pewno nie zapomnieć. Ale spróbuję dać Ci drugą szansę. – chłopak już otwierał usta, ale ona nie dała mu odpowiedzieć. – Pamiętaj tylko, że jeżeli mnie oszukujesz to pożałujesz tego. – jej głos nie pozostawiał żadnych wątpliwości, mówiła całkowicie poważnie.
-Nie boisz się? – zapytał po chwili.
-Czego?
-No bo co powiesz Potterowi i tym dwóm wiewiórkom?
-To moja sprawa co im powiem. – odburknęła. Nie wpadła na to. Przecież jej przyjaciele będą wściekli jak się dowiedzą, że „pogodziła się” z Malfoyem. I wcale im się nie będzie dziwić. Ona sama już jest na siebie zła, że to wszystko robi. – A to co powiesz swoim?
-Ja? A niby komu mam o tym mówić? Diabeł już sam cię polubił, a reszta mnie nie obchodzi.
-A twoi rodzice? – na to pytanie Malfoy spiął wszystkie mięśnie.
-Nie rozmawiajmy o moich rodzicach. – widząc reakcje chłopaka Hermiona przystanęła na to mimo zaciekawienia. Zaczęli powolutku schodzić ze schodów sowiarni. Szli jeden obok drugiego, oboje zamyśleni. Zegar na dziedzińcu wybił 23:00.
-Chodźmy w kierunku jeziora. – zaproponowała Gryfonka. Skierowali się w tamtą stronę.
-Jeżeli chcesz możemy na razie udawać przed Potterem i resztą, że jest po staremu. Do momentu, aż coś się wymyśli.
-Oszalałeś? To są moi przyjaciele. Dlaczego niby miałabym ich oszukiwać? – oburzyła się Miona.
-Oh, już dobrze, nie spinaj się tak. Zaproponowałem tylko, żebyś nie miała w razie czego z nimi problemów. – dziewczyna spojrzała na niego podejrzliwie i myśląc o tym co powiedział.
-No dobrze, ale tylko przez jakiś czas. I masz nie przesadzać. A jak komuś o tym powiesz…
-Zluzuj Granger. – uśmiechnął się pod nosem. I tyle było z jej oporu i szlachetności wobec przyjaciół. Mimo wszystko zupełnie ją rozumiał. Jest bardzo odważna i dużo ryzykuje dając mu drugą szansę. – „Tylko nie spierdol tego Malfoy.” – pomyślał. Dochodzili już do jeziora w tafli którego odbijał się księżyc. Widok był niesamowity.
-Możemy tu usiąść na chwilę? – zapytała Gryfonka siadając pod drzewem rosnącym najbliżej brzegu.
-Pewnie. – mruknął i usiadł obok niej również opierając się o pień. Milczenie przerwała Hermiona.
-Malfoy…
-Mhm?
-Tylko nie spierdol tego, ok? – Draco spojrzał na nią zaskoczony. Przez chwilę nawet podejrzewał, że dziewczyna potrafi czytać w myślach. Uśmiechnął się w końcu pod nosem.
-A jeżeli spierdolę to złamiesz mi nos jak w trzeciej klasie?
-Żebyś wiedział.
-Ok. W takim razie będę grzeczny. – powiedział z typową dla siebie kpiną w głosie. Ze strony jeziora powiał bardzo chłodny wiatr. Dziewczyna zapięła swoją bluzę pod samą szyje i skuliła nogi obejmując je rękoma.
-Zimno ci? Znowu? – zapytał.
-Troszkę. Przeżyję. – blondyn mimo to przyłożył rękę do jej czoła.
-Przynajmniej tym razem nie masz gorączki.
-Dam sobie radę, ok? – powiedziała mrużąc gniewnie oczy.
-Niech ci będzie. – wzruszył ramionami.
-Kiedy zaczynacie treningi? – mruknęła.
-Serio cię to interesuje? – uniósł zaskoczony brwi.
-Nie, ale moglibyśmy pogadać o czymkolwiek normalnym to czas szybciej zleci. – chłopak zaśmiał się cicho.
-W najbliższą sobotę rano chyba zorganizuję nabór na wolne miejsca, a wieczorem pierwszy trening.
-Blaise też gra w tym roku? – Draco spiął się trochę. Nie spodobało mu się to, że Hermiona mówi o jego przyjacielu po imieniu. Oznaczało to, że są dosyć blisko. Nie wiedział czemu, ale przeszkadzało mu to.
-Tak. Jako rozgrywający. – kolejny podmuch zimnego wiatru sprawił, że Gryfonka zadrżała i mocniej się skuliła. Chłopak widząc to wahał się tylko chwilę i rozpiął swoją czarną bluzę.
-Co robisz Malfoy? – zapytała kiedy bez pytania przysunął ją do siebie i przytulił opatulając z jednej strony swoim ramieniem.
-Nie marudź. Zostało nam jeszcze 2,5 godziny. Znowu zachorujesz i jeszcze pomyślą, że specjalnie coś robię, żeby cię wykończyć. A tym razem nie oddam ci jej całkowicie bo też mi chłodno. – powiedział siląc się na obojętny ton. Dziewczyna już nie protestowała, znajdowała się w potrzasku pomiędzy ramieniem i bluzą Dracona, a jego ciepłym i umięśnionym ciałem. Poczuła jak się rumieni, dziękowała samej sobie, że zostawiła dziś włosy rozpuszczone, więc mogła choć trochę zakryć swoje policzki.
-Ładnie pachniesz. – powiedziała cicho i zaraz skarciła się za to w myślach. Zaskoczony Ślizgon uśmiechnął się z niedowierzaniem.
-To miał być wstęp do podrywu?
-Oszalałeś? – oburzyła się brązowooka starając się odsunąć. Rumieniła się przy tym jeszcze bardziej.
-Uspokój się. Tylko żartuje, ok? – powiedział i zamiast ją wypuścić przycisnął do siebie mocniej. Dziewczyna ostrożnie położyła głowę na jego torsie wdychając zniewalający zapach męskich perfum.
-„Nie wierzę, że to się dzieje.” – pomyślała.
-„Czemu ja to robię?” – zapytał siebie Malfoy. Siedzieli tak dalej patrząc się w mieniącą się tafle jeziora, słuchając szumu drzew i bicia własnych serc. Oboje za wszelką cenę nie chcieli się przyznać przed sobą samym do jednego: było im w tym momencie bardzo dobrze.

Blaise Zabini siedział w swoim dormitorium i właśnie kończył pisać ostatnią pracę domową. Przeciągnął się leniwie i podszedł do barku z którego wyjął  kryształową szklankę i butelkę Ognistej Whisky. Nalał sobie trochę bursztynowego płynu i dodał dwie kostki lodu.  Pociągnął łyk i podszedł do okna. Była piękna, bezchmurna noc. Przejechał wzrokiem po szkolnych błoniach i zatrzymał się przy jeziorze. Pod jednym z drzew siedziały dwie osoby przytulając się nawzajem.
-Czy to…? Nie... nie, na pewno nie. – mówił sam do siebie z niedowierzaniem. Męska postać się ruszyła, blask księżyca przez moment oświetlił jego platynowe włosy. Ręką przejechał dziewczynie po głowie odgarniając z twarzy długie loki. Diabeł zaśmiał się. – Smoku… ten szlaban to dla ciebie jak wygrana na loterii. – powiedział i pociągnął ze szklanki łyk alkoholu.

Hermiona czekała na Ginny w holu głównym. Miały się spotkać i iść do Hogsmeade po mundurek dla szatynki. Dzień w szkole minął jej bardzo szybko i spokojnie. Przez wszystkie lekcje myślała o wczorajszym szlabanie z Malfoyem. Kiedy o 2 w nocy skończyli patrol odprowadził ją pod drzwi jej dormitorium. Oboje byli bardzo zaspani i trochę skrępowani sobą nawzajem. Do tej pory jeszcze czuła palce Ślizgona dotykające jej czerwonego policzka, kiedy odgarniał jej kosmyki. „Ładniej ci bez włosów na twarzy” – powiedział z nutą ironii w głosie. Widać było, że jednak szybko pożałował tego co powiedział, bo niemal od razu skrępowany odwrócił wzrok.
-Już jestem. – powiedziała ruda dziewczyna dźgając ją delikatnie palcem w bok.
-Uhum. Chodźmy. – odpowiedziała Hermiona. Dzień był bardzo pochmurny i wietrzny. Pani Prefekt zapięła swoją skórzaną kurtkę i schowała połowę twarzy w chuście w kolorze czerwonego wina.
-Jak było wczoraj na szlabanie z Malfoyem? – zapytała z wyraźną kpiną w głosie jej przyjaciółka.
-A jak myślisz? – odburknęła.
-Myślę, że bardzo przyjemnie i romantycznie. – westchnęła Ginny. Hermiona, aż się zatrzymała zdziwiona.
-„Szlag. Widziała nas.” – pomyślała tylko i zaczęła szukać jakiegoś dobrego wytłumaczenia na swoje zachowanie.
-Oh, już przestań. Żartuje przecież. Wiesz, że ci współczuje tego wszystkiego. Dupek cię podpuścił na korytarzu, a teraz musisz się z nim męczyć… - na te słowa Hermiona odetchnęła w duchu z ulgą. Przytaknęła i ruszyła dalej.
-A jak z Harrym? – zapytała Miona. Wiedziała, że to dość drażliwy temat.
-Nie wiem. Od kiedy się rozstaliśmy niby wszystko jest w porządku. Przyjaźnimy się i wszystko jest fajnie. Tylko mimo wszystko nie wiem, czy to nie skończy się na tym, że wrócimy do siebie.
-A chcesz tego? – Ginevera westchnęła głośno.
-Nie wiem Hermi. Niby dobrze mi było przy nim i gdyby nie ta wojna to może dalej bylibyśmy razem, ale jak teraz o tym myślę to nie wiem czy jestem w stanie go tak kochać jak kiedyś. Czy jestem w stanie go kochać inaczej niż jak barta. Coś się po wojnie zmieniło w nas, że zaczęliśmy na siebie patrzeć zupełnie inaczej, ale nie wiem co. – ostatnie zdanie pasowało Hermionie nie tylko do sytuacji Ginny i Harrego.
-Wojna zmieniła nas wszystkich. Tego nie da się ukryć. – mrukneła zachmurzona. Kiedy doszły do Hogsmeade skierowały się prosto do sklepu z ubraniami w którym sprzedawano również mundurki Hogwartu. Hermiona przymierzyła gryfoński komplet.
-I jak? – zapytała Ginny zza parawanu w szatni. Szatynka przejrzała się w lustrze i pokazała przyjaciółce.
-To mój stary rozmiar. Spódniczka na długość jest idealna, ale mam ją trochę za szeroką w pasie. Sweter też mógłby być minimalnie węższy.
-To weź mniejszy rozmiar. Jaki problem?
-Taki, że spódniczka będzie krótsza.
-No i co z tego? Wiem, że najchętniej byś chodziła w habicie zakonnicy, ale myślę, że mniejsza będzie pasować idealnie. Poza tym masz świetne nogi i mogłabyś też je czasem pokazać. – Hermiona już otwierała usta, żeby coś powiedzieć, ale ruda nie dała jej dojść do głosu i zawoła ekspedientkę. – Przepraszam, czy możemy prosić mniejszy rozmiar tej gryfońskiej szaty? – kobieta kazała im chwilę poczekać.
-Przykro mi, ale w tej chwili nie mamy ich na stanie. Mogę za to dać do przymiarki komplet z innego domu, jeżeli będzie pasował to w ciągu kilku dni przyślę pani sową gryfońską.
-Dobrze. Poprosimy. – odpowiedziała Weasley.
-Dziękuje, że dajesz mi podjąć decyzje. – syknęła Hermiona.
-Nie ma za co. – ekspedientka przyszła z nowym strojem.
-Dziękuje. – odpowiedziała Miona i wzięła ubrania. Sprzedawczyni uśmiechnęła się i odeszła.
-Dziękujesz za ślizgońskie stroje? – prychnęła młodsza Gryfonka – Ja bym tego kijem nie dotknęła.
-Mam przymierzyć ten rozmiar czy nie? – fuknęła starsza i zasłoniła się parawanem. Kiedy wyszła Ginny klasnęła w dłonie.
-Idealnie.
-Na pewno? Nie jest…
-Nie, nie jest za krótka. Gdyby nie kolor wyglądałabyś bosko.
-Niech ci będzie. Idę zapłacić i zapytać się kiedy dokładnie bym dostała szkarłatną.
-Dobra. – odpowiedziała przyjaciółka i zaczęła przeglądać ubrania będące najbliżej przymierzalni. Hermiona przeszła przez cały, dość duży sklep w kierunku kasy. Z daleka widziała, że ekspedientka wchodzi na zaplecze. Jeszcze raz spojrzała na spódniczkę, którą dalej miała na sobie i swoje odsłonięte nogi.
-„Na pewno nie jest za krótka?” – pomyślała. W tym  momencie zderzyła się z kimś. Zachwiała się na chwilę. Silna ręka objęła ją w pasie. Poczuła znajomy zapach męskich perfum.
-Przepra…- zaczęła Hermiona ale zamilkła gdy zobaczyła stalowe tęczówki oczu wpatrujące się w nią. Kosmyki blond włosów opadające na bladą twarz. Miękkie usta o idealnym kształcie. Wszystkie jej mięśnie się spięły. Serce zaczęło szybciej być. Szybko odskoczyła od niego. Czuła jak się rumieni. Ślizgon stał przez chwilę zbity z tropu wpatrując się w dziewczynę. Zmierzył ją wzrokiem zatrzymując się chwilę na spódniczce. – Na co się gapisz? – warknęła.
-Granger? – zapytał zdziwiony.
-Jak widać! Coś ci nie pasuje? – zza pleców Malfoya wyłonił się czarnoskóry chłopak i uśmiechnął przyjaźnie.
-Co ty masz na sobie? Zamierzasz zmienić dom? – zaśmiał się. Na jego widok dziewczynie trochę ulżyło. Czuła się zdecydowanie bezpieczniej gdy nie była z blondynem sam na sam.
-Tyko przymierzam rozmiar. Ok? – powiedziała już bardziej spokojnym tonem. W tym momencie z zaplecza wyszła sprzedawczyni.
-Ta szata jest dobra. Kiedy bym dostała gryfońską? – powiedziała Hermiona kładąc pieniądze na blacie.
-Przyślę w ciągu najbliższych trzech dni. – kobieta uśmiechnęła się i podała jej rachunek. Szatynka podziękowała i odeszła w stronę przymierzalni. Nie zdążyła jednak zrobić kilku kroków kiedy usłyszała za sobą głos Zabiniego.
-Dobra? Dobra to mało powiedziane. Jest idealna! Hermiono czemu nie zakładasz takich spódniczek jak mamy wspólne spotkania, albo patrole? – zapytał zalotnym tonem dając Malfoyowi kuksańca w bok. – A może ubiera się tak na szlabany z tobą, Dracusiu? – Hermiona pokazała drugiemu Prefektowi język i odeszła.

-„Dziwne. Czy mi się wydawało, czy Malfoy przed chwilą był lekko zaczerwieniony… Nie. Przestań. Przywidziało ci się.” – wróciła do przymierzalni i przebrała się w swoje ciuchy nie wspominając o niczym Ginny. Wyszły ze sklepu omijając dwojga Ślizgonow. Zabini szukał czegoś na dziele męskim, a blondyn czekał na niego oparty o ścianę patrząc ukradkiem na jedną z Gryfonek.




Rozdział wyszedł trochę długi jak na mnie, ale myślę, że to dobrze. Bardzo proszę o komentarze :)

niedziela, 17 sierpnia 2014

Rozdział 6

Nie jestem do końca zadowolona z tego rozdziału, ale myślę, że po tak długiej przerwie i tak jest dobrze. Obiecuje, że następny będzie dużo lepszy i pojawi się w najbliższym czasie. Tymczasem zapraszam do czytania i komentowania!




Następnego dnia Hermiona obudziła się kilka minut przed 7:00. Znowu miała bardzo zły sen. Spała bardzo długo, a po wczorajszej dawce eliksirów bolała ją głowa. Wiedziała jednak, że przejdzie jej jak tylko napije się kawy i coś zje. Zwlekła się z łóżka i powlekła się do łazienki, gdzie wzięła szybki, orzeźwiający prysznic. Wychodząc z łazienki otworzyła okno swojego prywatnego dormitorium, był ciepły wrześniowy poranek, do pomieszczenia wdarł się delikatny wietrzyk w którym czuć było ostatnie muśnięcie lata. Ubrała szkolny mundurek składający się z koszuli, spódnicy i pończoch. Przeczesała swoje włosy i nałożyła delikatny makijaż, na koniec popsikała się swoimi ulubionymi perfumami. Zerknęła na plan lekcji, jako pierwsze miała zaklęcia z Krukonami o 9, była dopiero 7:30. Gryfonka spakowała wszystkie potrzebne jej na dziś książki i wyszła z dormitorium. Nieśpiesznym krokiem powędrowała na śniadanie. W Wielkiej Sali wiało pustkami. Na początku roku mało kto wstawał o tak wczesnej porze, wszyscy raczej przyzwyczajeni do wakacyjnego lenistwa wstawali na ostatnią chwilę. Przy stole Gryffindoru nie siedział nikt z przyjaciół Hermiony. Zajęła więc byle jakie miejsce i zabrała się za jedzenie tostów z serem. Rozejrzała się po sali – przy stole Krukonów siedziała Luna czytając jakąś gazetę i od czasu do czasu biorąc jakby nieświadomie do ust łyżkę owsianki. Uśmiechnęła się pod nosem na widok blondynki po czym mimowolnie przeniosła wzrok na stół domu węża. Siedział tam Danail i jego kuzyn, który o ile dobrze pamiętała miał na imię Milan. Pierwszy z Bułgarów uśmiechnął się do dziewczyny, na co ona odpowiedziała równie przyjaznym uśmiechem.
-„Przynajmniej jeden normalny Ślizgon” – pomyślała. Trochę dalej przy tym samym stole siedziała Pansy Parkinson przypatrując się pani Prefekt naczelnej z uwagą. Gdy jednak zobaczyła, że Gryfonka również się jej przygląda szybko odwróciła wzrok. – „Kretynka.” – stwierdziła w duchu Hermiona. Wojna już się skończyła, a obecność każdego ucznia Hogwartu w tym roku w szkole, nawet jeśli miał kiedyś coś wspólnego z Voldemortem, świadczyła o tym, że dostał drugą szansę. Mimo to panna Granger nie umiała od tak przebaczyć i zapomnieć wszystkim, którzy przyłożyli rękę do śmierci jej bliskich. Wiedziała, że wobec rodziców Parkinson toczy się postępowanie, mogą oni wylądować w Azkabanie, za pomoc Czarnemu Panu. Wszyscy śmierciożercy znajdują się pod czujnym okiem Ministerstwa Magii oraz aurorów, aż do wydania wyroków skazujących lub uniewinniających. Również rodzice Malfoya nie mogą się czuć bezpiecznie. Z tego co słyszała pana Weasleya Dracon otrzymał drugą szansę ponieważ, podobnie jak Zabini, został zmuszony przez rodziców do przystąpienia w szeregi śmierciożerców. Natomiast los Lucjusza i Narcyzy stoi pod znakiem zapytania. Hermiona westchnęła.
-Wszyscy powinni zginąć w piekle. – powiedziała po cichu, a do jej oczu napłynęły łzy.
-Na brodę Merlina! Kto powinien? – Ginny stała obok zaskoczona słowami przyjaciółki. Brązowooka przestraszyła się głosu przyjaciółki.
-Ohh… nic. Nieważne. Przepraszam. – odpowiedziała speszona.
-Miona? Wszystko ok? – zapytała zmartwiona ruda. – Nie wyglądasz najlepiej.
-To po wczorajszych eliksirach. Jeszcze dziś źle spałam. Miałam znowu ten straszny sen. – młoda panna Weasley przytuliła ją.
-I wszystko dalej tak samo?
-Tak. Dalej czuje jak Bellatrix mnie torturuje… dokładnie tak jak wtedy w domu Malfoyów. – Hermionie ciężko było wypowiedzieć te słowa. Przypomniało jej się, jak wczoraj ten tleniony idioty przepraszał ją za wszystko. Chyba nie wierzył, że jedno zwykłe „przepraszam” załatwi taką sprawę. – „Hermiono, uspokój się. On nie mógł tego mówić serio. To Malfoy, nigdy nie przeprasza, chyba, że ma w tym jakiś swój gówniany interes.” – Gryfonka nalała sobie do kubka kawy i dodała odrobinę mleka. Wypiła ją dość szybko patrząc na zegarek. Była już 8:40 – pora się zbierać na zaklęcia. Szybko zebrała swoje rzeczy i pożegnała się z przyjaciółką. Pierwsza lekcja minęła jej bardzo szybko. Pomimo swojej wczorajszej nieobecności potrafiła odpowiedzieć na każde pytanie profesora. Zarobiła trochę punktów dla Gryffindoru. Następnie w planie miała Transmutację, sala była otwarta więc bez większego zastanowienia weszła do środka. Siedziało już tam kilkoro uczniów, jeden z nich miał bardzo jasne blond włosy i wpatrywał się w Hermionę swoimi błękitno-stalowymi oczyma. Pani Prefekt udała, że go nie widzi i szybko usiadła do ławki pod oknem. Po chwili obok niej usiadł pewien Ślizgon.
-Co słychać?
-Oh… Hej… W porządku. – odpowiedziała trochę zaskoczona Hermiona.
-Już dobrze się czujesz? – zapytał z wyczuwalną troską w głosie.
-Tak już wszystko ok. Dziękuje. – odpowiedziała. Chłopak świdrował ją swoimi brązowymi oczyma, co ją trochę krępowało. – A Tobie jak się podoba w Hogwarcie? – zapytała, żeby przerwać uciążliwą chwilę milczenia.
-Jest super. Nie mogę się przyzwyczaić, że chodzę do szkoły z dziewczynami. W Drumstrangu nie było ani jednej. A tu jest ich pełno… i to całkiem niezłych… - powiedział zalotnym tonem dalej wpatrując się w Hermionę. Dziewczyna się zarumieniła. W tym momencie do sali weszła profesor McGonagall, za co Gryfonka była jej bardzo wdzięczna. Minewra przywitała się ze wszystkimi.
-Panno Granger, czy czuje się już pan dobrze? – zapytała podejrzliwym tonem.
-Tak. Dziękuje pani profesor. – odpowiedziała uprzejmie. Powoli denerwowała ją już ta troska wszystkich wokół. Przecież nie jest umierająca i nie stało się wcale nic strasznego. Chociaż na samą myśl o tym jak blisko wczoraj była z tą nadentą fretką przechodziły jej ciarki po plecach. Najdziwniejsze było to, że wydawał się całkiem uprzejmy wobec niej. – „To na pewno jakiś podstęp. Muszę być czujna” – pomyślała. W tym momencie przypomniały jej się słowa pani Pomfrey : „Pan Malfoy przygotował ci posłanie i dopilnował żebyś się nie wyziębiła. Dżentelmen na medal!”. – „Sram na takiego dżentelmena” – prychła w myślach Gryfonka i starała skupić się na lekcji.



-Smoku, ogarnij się czy coś… - Blaise z niepokojem spoglądał znad książki na swojego przyjaciela chodzącego w tą i z powrotem po pokoju.
-Nosz kurwa! Nie rozumiesz? Chucham i dmucham na nią przez całą noc, oddaje swoje ciuchy, a ta mi później ani „Dziękuje” ani „Pocałuj mnie w dupe”! Głupia szlama.
-Skoro taka „głupia szlama” to czemu tak się nią przejmujesz i złościsz, hmmm? – zapytał czarnoskóry chłopak z nutą rozbawienia w głosie.
-Zamknij się. Wkurzam się bo poświęcam się dla takiej byle Gryfonki, GRYFONKI! A ona nic!
-Przestań… napij się ognistej i Ci przejdzie. – Zabini był już powoli znużony wściekłością współlokatora. Zerknął na zegarek, wskazywał 16:15. – Za niecałe 2 godziny masz z nią szlaban. Nie chcesz się wystroić?
-Spierdalaj.
-Zrobiłeś się strasznie agresywny… - Draco nie odezwał się. Miał już serdecznie dość Zabiniego i jego dogryzek. Podszedł do okna, z którego widać było wielkie jezioro. Dormitorium dwojga Ślizgonów było najwyżej wysuniętym pomieszczeniem w lochach, dzięki czemu okna były tu na normalnej wysokości.
-Dalej myślisz o niej? – zapytał Zabini rozbawionym głosem.
-TO GŁUPIA SZLAMA! NIE ROZUMIESZ? – powiedział odwracając się w stronę przyjaciela i zamarł. Za Diabłem w drzwiach stała Hermiona Granger.



Pani Prefekt naczelna szła spokojnym krokiem w stronę dormitorium Zabiniego i Malfoya. Miała nadzieje, że „służbowe sprawy” o których mówił Ślizgon załatwią szybko, ponieważ przed szlabanem o 18 chciałaby się jeszcze przebrać ze szkolnego mundurka. Do swojego pokoju po lekcjach i odrabianiu zadań domowych w bibliotece wpadła tylko na chwilkę, żeby zostawić tam ciężkie książki. Obok swojego łóżka na fotelu zobaczyła bluzę Malfoya, którą ten pożyczył jej na ostatnim, nieszczęsnym szlabanie. Zrezygnowana wzięła go ze sobą. Drzwi do dormitorium dwojga Ślizgonów przez swoje zamyślenie otworzyła bez pukania. Dokładnie w momencie kiedy przekroczyła próg usłyszała krzyk blondyna:
- TO GŁUPIA SZLAMA! NIE ROZUMIESZ? – Malfoy był ewidentnie zaskoczony obecnością „głupiej szlamy”. Wyglądał na trochę zmieszanego, gdy uświadomił sobie, że dziewczyna słyszała jego wybuch. Hermiona na początku zaskoczona patrzyła na swojego wieloletniego wroga. Miał na sobie spodnie z szkolnego mundurka i do połowy rozpiętą koszulę. On również wpatrywał się w nią nie wiedząc co zrobić.
-Hermiona! Super, że przyszłaś. Jest kilka spraw, które musimy… - przerwał widząc, że Gryfonka zbliża się do jego przyjaciela z kamiennym wyrazem twarzy. Podała blondynowi złożoną w kostkę bluzę.
-Oddaje. Mam nadzieję, że nie pobrudziłam jej za bardzo szlamem. – syknęła i wepchnęła mu ją w ręce. Odwróciła się na pięcie i podeszła do Blaisa. – Więc o co chodzi? – zapytała.
-Widzisz, trzeba ustalić dyżury na korytarzach. Potem terminarze naborów do drużyn quidditcha. McGonagall jeszcze prosiła… - w tym momencie drzwi do dormitorium zamknęły się z głośnym hukiem. Prefekci zostali sami we dwójkę.
-Trochę kiepsko wyszło… - powiedział zmieszany Blaise świadomy tego, że to on podpuścił przyjaciela do takiego wybuchu.
-Nie. Wyszło tak samo jak przez wszystkie te lata w Hogwarcie. – odpowiedziała obojętnie Gryfonka.
-Słuchaj… Malfoy jest bardzo zagubiony, szczególnie teraz, po wojnie, nie wie co ma zrobić.
-Nie wie co ma zrobić, więc dręczy mnie i wyzywa od szlam?
-Już daj spokój. Nie widzisz jak się zmienia? Nie da się wszystkiego zrobić na raz! – czarnoskóry chłopak starał się przekonać dziewczynę.
- Co się zmienia? W czym się zmienia? Jak dla mnie nic się nie zmieniło!
-A wczoraj? W lochach na szlabanie? – zapytał, jego ton był łagodny ale poważny.
-Nie wiem co Ci nawygadywał ten kretyn, ale… - Hermionie zaczęły napływać łzy do oczu.
-Ten kretyn nic mi nie powiedział. – przerwał jej Zabini. – Wiem tylko, że źle się czułaś kiedy siedzieliście zamknięci i on się Tobą zaopiekował. A i tak dowiedziałem się o tym od McGonagall, bo Smok nie chciał nic mówić na ten temat.
-Było mu wstyd, że mi pomógł zamiast dobić…
-Kurwa, dziewczyno, przestań. Znam Malfoya od dziecka i wiem, że to skończony arystokratyczny dupek i kretyn. Tylko musisz pamiętać, że wszystko to co działo się przez te lata było spowodowane naciskiem jego ojca, na którego naciskał Voldemort. Teraz kiedy to się skończyło wszyscy dostaliśmy drugą szansę i wszyscy ją chcemy wykorzystać. Ja też! – Diabeł usiadł na kanapie obok dziewczyny. – I ten palant też by bardzo chciał, ale jak już oboje zauważyliśmy nie jest on do końca normalny i kretyn nie wie co ma zrobić, nie wie jak to wszystko sobie poukładać.
-Blaise… rozumiem co do mnie mówisz, ale postaraj się zrozumieć też mnie. To było miłe zaskoczenie... to całe zachowanie Malfoya w lochach. Tylko, że przez ostatnie 7 lat dręczył mnie za każdym razem, kiedy tylko mnie zobaczył. A to  co się działo podczas wojny, tortury, które przeżywałam, kiedy on się przyglądał bezczynnie… Do dziś śni mi się to po nocach i to dla mnie zdecydowanie za dużo. – po policzku Gryfonki spłyneła samotnie jedna łza, zaraz potem druga. Dziewczyna wstała gwałtownie. – Przepraszam, muszę już iść. Jeżeli chodzi o sprawy szkoły… - zerknęła na plik papierów na biurku Ślizgona.
-Dam sobie radę. – odpowiedział markotnie Blaise. To co powiedziała dziewczyna kompletnie pozbawiło go humoru. Zdał sobie sprawę jak bardzo Gryfonka jest zraniona, ile cierpienia doznała przez te wszystkie lata, a w szczególności ostatnimi czasy.
-Dziękuje. – odpowiedziała dziewczyna i szybko wyszła z dormitorium. Gdyby nie jej rozkojarzenie przez rozmowę, którą przed chwilę odbyła może zauważyłaby, że kilka metrów od drzwi stał stalowooki Ślizgon z zachmurzoną miną. Odprowadził dziewczynę wzrokiem. Po tym jak wyszedł trzaskając drzwiami nie miał pojęcia co zrobić, oparł się tylko o nie wkurzony – nie wiedział czy bardziej na siebie czy na Granger. Kiedy usłyszał, że temat dotyczy jego postanowił podsłuchać rozmowę przyjaciela zza drzwi. Teraz tego żałował. Chyba wolał nie wiedzieć. Wolał nie zdawać sobie sprawy jaką krzywdę wyrządził tej dziewczynie.



Hermiona zdenerwowana krzątała się po swoim dormitorium. Ubrała na siebie czarne dopasowane trampki i zieloną bluzkę na ramiączkach. Włosy zapletła w luźny warkocz. Cały czas myślała o swojej rozmowie z Zabinim. Zawiązała na nogach trampki i ubrała czarną rozpinaną bluzę – na wszelki wypadek, żeby nie musieć pożyczać już niczego od tego bęcwała. Zerknęła na zegarek – 17:50. Westchnęła i wyszła ze swojego dormitorium. Całą drogę do gabinetu McGonagall pokonała ze spuszczoną głową walcząc z myślami. Kiedy weszła do środka Dracon już tam siedział, nauczycielka pisała coś przy swoim biurku.
-Witam. Proszę usiąść panno Granger. – dziewczyna usiadła. Malfoy nawet na nią nie zerknął. Siedział naburmuszony w swoim fotelu.  – Bardzo mi przykro za ten incydent podczas ostatniego szlabanu. – kontynuowała nauczycielka.
-Nic się nie stało. – powiedziała szybko Hermiona. – Co mamy dziś zrobić? – zapytała chcąc uniknąć tego niemiłego dla niej tematu.
-Chciałabym, żebyście za zajęli się dziś wieczorem patrolem dziedzińca i błoni. Wczoraj przyłapano kilkoro uczniów na psoceniu tam późnym wieczorem i chciałabym, żeby przez kilka najbliższych dni ktoś zajął się pilnowaniem porządku w tym miejscu, żeby nie dopuścić do ponowienia się sytuacji.
-Późnym wieczorem? Mamy godzinę 18… - powiedział ironicznie Dracon.
-Zdaję sobie z tego sprawę panie Malfoy. Dlatego chcę, żebyście patrol zaczęli dziś o 22:00 i prowadzili go 4 godziny.
-Słucham? – oburzył się chłopak. Tym razem dziewczyna mu zawtórowała.
-Ale pani profesor! My jutro rano mamy lekcje! – McGonagall skarciła ich swoim surowym wzrokiem.
-Panno Granger, panie Malfoy. To jest szlaban, a wasze przewinienie było poważne. Chyba nie liczyliście, że będziemy was rozpieszczać i dawać taryfy ulgowe? – nauczycielka zerkała to na jednego to na drugiego. – Z mojej strony to wszystko. Możecie iść do swoich dormitoriów. Do 22 macie jeszcze sporu czasu. – Oboje uczniowie zachmurzeni pożegnali się z wicedyrektorką i wyszli.
-O 22 pod Wielką Salą. – syknęła Hermiona. Draco siknął jej głową. Kiedy już się mieli oddalić, każde w swoją stronę, ciszę przerwał głos arystokraty.
-Granger…
-Hmmm?
-Ja… to dzisiaj… Zabini mnie strasznie wkurwił i wybuchłem. – Hermiona podniosła brwi.
-Malfoy? Czy Ty się tłumaczysz głupiej szlamie? – prychnęła. – „Czemu ja to robię? Po co to ciągnę?” – zadawał sobie w duchu pytania.

-A nazywaj sobie to jak chcesz. Nie obchodzi mnie to. Chciałem Ci tylko powiedzieć… - spojrzał na nią swoimi błękitno-stalowymi oczyma, co sprawiło, że dziewczynie na chwilę zatrzymało się serce. Blondyn jednak obrócił się szybko i odszedł. Hermiona jednak była zupełnie pewna, że usłyszała jak chłopak wyszeptał odchodząc ciche „przepraszam”. Stała tak jeszcze chwilę samotonie na korytarzu po czym skierowała się w stronę swojego dormitorium.

sobota, 16 sierpnia 2014

Wielki powrót - wznowienie bloga.

Dobra, nie wiem czemu przestałam pisać, ok? Po ponad roku od ostatniej notki przypomniałam sobie o Dramione, przejrzałam kilka historii i nabrałam ochotę na napisanie po raz kolejny swojej wersji. Przypomniałam sobie o tej tu. Nie byłam pewna czy blog jeszcze istnieje, ale z zadowoleniem odkryłam, że jednak go nie skasowałam. Przeczytałam te nędzne 5 rozdziałów i stwierdziłam, że szkoda mi to zostawiać, usuwać, skoro (przynajmniej wg mnie) początek wyszedł mi całkiem nieźle. Tak więc wznawiam opowiadanie i tym razem doprowadzę je do końca. Jeżeli ktoś tu jeszcze wejdzie i przeczyta tą informację - niech spodziewa się, że 6 rozdział pojawi się bardzo szybko. Więc jak, będziecie to jeszcze czytać?

środa, 24 kwietnia 2013

Rozdział 5


 Notka krótka. Zaledwie 4 strony w wordzie, ale jest. Jest to mój dowód na to, że chęci do pisania mam. Tylko gorzej z czasem. W niedzielę jadę do Włoch i wrócę w piątek. Może będę miała czas coś naskrobać ale biorąc pod uwagę, że wycieczka nastawiona jest na zwiedzanie nie zdziwię się jak nie dam rady. Chciałam też coś wstawić, żeby nie trzymać was jeszcze dłużej w oczekiwaniu. A więc zapraszam do czytania.


Hermiona obudziła się w otoczona bielą. Na początku przestraszyła się nie wiedząc gdzie jest jednak po chwili rozpoznała Skrzydło Szpitalne. Przypomniała sobie wydarzenia z ostatniego wieczoru. Zakręciło jej się w głowie.
-Panno Granger!  Cieszę się, że się obudziłaś! – do Sali weszła Pani Pomfrey z szerokim uśmiecham na twarzy. – Profesor Dumbledore przyniósł cię tu dziś rano. To musiało być okropne być zamkniętym w lochach przez całą noc, jeszcze w takim stanie. Przeklęty Irytek! Ale skoro już się obudziłaś to możemy ci podać kolejną dawkę eliksirów.
-Jakich eliksirów? – odpowiedziała słabo gryfonka.
-Wzmacniających i przeciwgorączkowych. Jak tu trafiłaś miałaś strasznie wysoką temperaturę i musiałam ją koniecznie zbić. Teraz jest już sporo niższa i myślę, że to już ostatnia dawka. – trajkotała pielęgniarka – Swoją drogą. Bardzo miło ze strony tego chłopaka, że użyczył ci swoich ubrań i się tobą zaopiekował. Miałaś początkowe objawy anginy a gdyby nie jego pomoc nabawiłabyś się jeszcze zapalenia płuc i nie obeszłoby się bez wizyty w Mungu.
-Nie rozumiem. – odpowiedziała dziewczyna. O jakim zajmowaniu się do jasnej cholery ona mówi? Owszem pożyczył jej bluzy i na tym się skończyło.
-Ohh… No tak. Pewnie nie pamiętasz. Pan Malfoy przygotował ci posłanie i dopilnował żebyś się nie wyziębiła. Dżentelmen na medal! – Tutaj Mionka o mało nie prychnęła. Że niby ten pacan dżentelmenem? Dobre sobie. W tym na pewno krył się jakiś podstęp! Nie miała jednak czasu dłużej nad tym myśleć ponieważ do sali weszli Harry, Ron i Ginny. Ucieszyła się na ich widok. W końcu jakieś przyjazne twarze. Siedzieli razem przez całą przerwę. Chłopcy starali się wywęszyć jakiś podstęp, którym Malfoy chciał skrzywdzić ich przyjaciółkę. Skrócili jej szybko co działo się na lekcjach i żegnając się czule poszli na ostatnią lekcje. Ruda została ponieważ jej zajęcia na dziś się skończyły. Do tej pory cały czas siedziała cicho.
-Lepiej ci już? – zapytała gdy drzwi się zamknęły.
-Tak. O wiele. Dziękuje. – odpowiedziała Hermiona.
-Wiesz. Nie wydaje się, żeby Harry i Ron mieli racje. – powiedziała.
-Z tym, że Malfoy chciał mnie uwieść żebym powiedziała mu jakieś tajemnice na temat Gryffindoru i jego mieszkańców ponieważ może w ten sposób zdobyć coś cennego dla siebie ,czy może dlatego, że odkrył sposób na przeniesienie pamięci z jednej osoby na drugą i chce zdobyć moją wiedzę, żeby jak najlepiej wypaść na egzaminach końcowych? – zaśmiała się Hermiona.
-Z tym żeby coś w ogóle kombinował. – Granger zamyśliła się na chwilę po czym wzruszyła ramionami.
-Jakoś mało mnie on obchodzi. Możemy zmienić temat? – zapytała.


-Serio Irytek zamknął ciebie i Granger w sali na całą noc? – zapytał Blaise wchodząc do dormitorium i rzucając swoją torbę na łóżko.
-Skąd wiesz? – odburknął Malfoy nie odrywając wzroku od książki. Leżał bez bluzki na swoim łóżku. Obok niego stałą szklanka z whisky.
-Jestem perfektem. – odpowiedział z uśmiechem przyglądając się przyjacielowi. Nie wyglądał za dobrze. Miał przekrwione podkrążone oczy, a książka w jego ręku delikatnie drgała. Widać że jest niewsypany i przemęczony. – To jak spędziłeś z nią noc sam na sam? Zaiskrzyło coś? Odczuwałeś ten magnetyzm, przyciąganie się dwóch pierwiastków? A może od razu przeszliście do rzeczy? Tylko we dwoje w zamkniętej sali – scena jak z książkowego pornosa…
-Wiesz co? Mam zajebisty pomysł. Teraz wyjdziesz za drzwi i wejdziesz jeszcze raz od nowa. Z tą różnicą, że przestaniesz pierdolić od rzeczy.
-Oj już daj spokój. Mi możesz opowiedzieć wszystko. – mówiąc to przesłodzonym głosem Diabeł usiadł na łóżku obok Draco zakładając nogę na nogę i teatralnie przykładając rękę do twarzy złożył usta w dzióbek.
-Ja pierdole… z kim ja żyje? Daj mi spokój. Czytam książkę. – Diabeł zmierzł blondyna groźnym wzorkiem po czym prychnął.
-Nie to nie. – skomentował i zaczął przeglądać swoje notatki z lekcji. Zerkał co chwila na przyjaciela.
-Co ci jest? – zapytał w końcu. Smok wkurzył się jeszcze mocniej.
-Nic mi cholera jasna nie jest! Chce w spokoju poczytać książkę!
-Nie pieprz. Odkąd wszedłem nie ruszyłeś nawet oczyma po tekście. Wyglądasz jak siedem nieszczęść i widać, że się czymś zamartwiasz. Ale zamiast powiedzieć co jest grane wolisz się bawić w jebane podchody. – Głos Zabiniego wyraźnie wskazywał, że zabawa dla niego się skończyła i chce wyjaśnić tą sytuacje. – Co się takiego tej nocy wydarzyło?
-Nic się kurwa nie wydarzyło rozumiesz! Co by miało?! To tylko głupia szlama, która mnie nic nie obchodzi!
-To po co czaiłeś się dziś koło Skrzydła Szpitalnego? I po co obserwujesz ją od dłuższego czasu? – zapytał Blaise. Już po cichu – chociaż Draco wolałby zdecydowanie, żeby jego przyjaciel to wykrzyczał. Brunet wziął jakąś książkę i położył się na swoim łóżku. Malfoy osunął się na poduszki. Nie wie po co szedł do niej dziś rano. Przed wejściem powstrzymał się już przed samymi drzwiami uświadamiając sobie, że ona może już nie spać. A co wtedy? Co jej powie? Jak się zachowa? Będzie udawać tak jak przez te 6 lat czy może po prostu poczuje się przy niej swobodnie tak jak minionej nocy? I stchórzył. On – Dracon Malfoy, stchórzył przed spotkaniem w cztery oczy z gryfonką którą nienawidził przez cały swój pobyt w Hogwarcie. A przynajmniej starał się nienawidzić. Podczas ich wspólnego szlabanu uświadomił sobie jak dobrze się przy niej czuje. Jak bardzo ona go fascynuje, jej ruchy, gesty, zachowania, miękkie włosy, delikatna skóra. Wstał i szybkim krokiem poszedł do łazienki. Wziął długi gorący prysznic starając się zmyć z siebie wszystkie myśli dotyczące pani perfekt. Jednak woda leciała a Hermiona pozostawała w głowie blondyna i nigdzie się nie wybierała. Obwiązał sobie ręcznik dookoła bioder i podszedł do lustra. Przetarł ręką zaparowaną taflę i spojrzał swojemu odbiciu prosto w oczy. Stalowe, zimne oczy. Zacisnął ręce na umywalce. Pytania które wcześniej zadał mu jego przyjaciel krążyły po jego głowie i domagały się odpowiedzi. Zamknął powieki. Dlaczego? Dlaczego ona nie daje mu spokoju? W tym momencie znowu poczuł jej zapach, delikatne perfumy, ciepło jej ciała kiedy siedziała tuż przy nim z głową na jego ramieniu, słodki pomruk kiedy przenosił ją do przygotowanego posłania. Trzask szkła. Przeszywający ból w ręce. Ciepło krwi spływającej po palcach. Nawet nie zauważył kiedy podniósł rękę, żeby roztrzaskać taflę lustra w drobny mak.
-Nie chce już tak dalej. – wyszeptał do siebie po cichu. Do pomieszczenia wszedł Blaise zwabiony hałasem.
-Kurwa! Stary co się stało?! – podbiegł do przyjaciela widząc cieknącą z jego ręki krew.
-Odpierdol się! Nie chce nikogo widzieć! – osuwając się na
-Przestań! Krwawisz! Trzeba to opatrzyć! – Blaise wziął blondyna pod barki i zawlókł do pokoju po czym usadowił na łóżku. Podał mu klika eliksirów, rzucił zaklęcie odkażające i podał mu ubrania. Wszedł do łazienki.
-Reparo. – powiedział celując różdżką w lustro, które momentalnie wróciło do swoich dawnych kształtów. Następnie szybko wyczyścił krew na kafelkach. Gdy skończył Draco już słodko spał w swoim łóżku. Brunet w kiepskim humorze skierował się do Pokoju Wspólnego, gdzie przy stoliku siedziała Pansy odrabiając zadanie domowe. Opadł zrezygnowany na krzesło obok niej.
-Coś nie tak? – zapytała beznamiętnie nie podnosząc wzroku znad pergaminu.
-Trzeba pomóc Smoku…


-Jak się czujesz. Już wszystko ok? – zapytał Harry na kolacji. Hermiona skinęła głową. Była już całkowicie zdrowa jednak kiepsko się czuła po zażyciu tak wielu eliksirów. Była zmęczona i marzyła już tylko o tym, żeby położyć się do łóżka.
-Dużo mnie dziś ominęło?
-Na lekcjach nic ciekawego. Z tego co mamy razem tylko jedne zadanie domowe – opisać krótko trzy dowolne rośliny o właściwościach leczniczych na zielarstwo. Susan kazała ci przekazać że na Numerologie masz przeczytać cały następny temat w podręczniku. –odpowiedział.
-Dziękuje bardzo. Co ja bym bez was zrobiła? – uśmiechnęła się brunetka.
-Miałabyś święty spokój jeżeli chodzi o pomoc w nauce. – zażartowała Ginny.
-To skoro już jesteś zdrowa to może jak wrócimy do wierzy napijemy się wszyscy kremowego piwa? – zaproponował z entuzjazmem Ron na co pozostali zareagowali z aprobatą.
-W takim razie idziecie, ale beze mnie. Jestem strasznie zmęczona i otępiona po tych eliksirach. Typowe skutki uboczne. – powiedziała Hermiona uśmiechając się przepraszająco.
-Na pewno? – zapytała Ginny.
-Tak. Chce po prostu odpocząć w swoim łóżku. – odpowiedziała popijając  sok z dyni. – Malfoy dziś był na lekcjach? – zapytała zerkając w stronę stołu Slytherinu.
-Nie. I przestań myśleć o tym idiocie. – zirytował się Ron.
-Byłam po prostu ciekawa. Ludzki odruch. Jutro powrót do rzeczywistości i znowu szlaban z tym dupkiem– westchnęła. - Dobrze. W takim razie ja się już z wami pożegnam. Widzimy się jutro na śniadaniu. – Pożegnała się ze wszystkim i wyszła z Wielkiej Sali. Na schodach w holu usłyszała męski głos za sobą.
-Hermiona czekaj! – Blaise Zabini gonił za nią.
-Tak?
-Jak się czujesz? Już w porządku? – zapytał.
-Pewnie. Jestem tylko trochę zmęczona…
-To super. – wyszczerzył się chłopak. - Widzisz wynikło kilka rzeczy, które trzeba by było omówić. Nie chce cię dziś tym zadręczać ale jeżeli masz czas jutro po południu to może spotkamy się u mnie w dormitorium i pozałatwiamy te kilka spraw „służbowych”?
-Emm? Że niby u ciebie w dormitorium? – zapytała nie pewnie.
-Tak. Spokojnie, nie zamierzam cię zgwałcić czy coś… no chyba, że bardzo chcesz… - uśmiechnął się szarmancko i poruszył teatralnie brwiami. Hermiona zastygła w bez ruchu. – No żartowałem przecież! To jak? Jutro o 16:30? Wyrobimy się i będziesz mogła spokojnie iść na szlaban z Dracusiem. – Imię przyjaciela zaakcentował słodko. – Oby był bardziej udany niż ten ostatni. Chociaż nie mam żadnych informacji jak on przebiegał, więc może był dla was udany… - zakończył dwuznacznie.
-Przestań. Skończ. – odezwała się w końcu Hermiona. – Dobrze. Możemy się umówić tylko proszę nie mów już mi nic na ten temat.
-Rozumiem, takie wasze prywatne sprawy. Nie będę się wtrącać. – Diabeł puścił do niej oczko. – Ciao bella! Arrivederci a domani!* – rzucił na pożegnanie.
-Arricederci Diavolo.* – odpowiedziała. Na te słowo Ślizgon odwrócił się z zaskoczeniem.
-A więc taka z ciebie włoszka… -uśmiechnął się pod nosem widząc odchodzącą dziewczynę i obserwując jej zgrabne, kocie ruchy.




“Ciao bella! Arrivederci a domani!” – Cześć piękna! Widzimy się jutro!
“Arricederci Diavolo.” – Żegnaj Diable.

poniedziałek, 8 kwietnia 2013

Rozdział 4


Przepraszam, że rozdział taki krótki i to jeszcze po tak długim czasie. Na swoją obronę mam to, że u mnie w domu aktualnie trwa remont. Już jest bliski końca, zostało uporządkowanie wszystkiego i kupienie kilku rzeczy typu żyrandol, więc powinnam mieć już więcej czasu na pisanie. Nie chciałam, żebyście czekali za długo więc zdecydowałam się opublikować krótszy rozdział.

Bardzo proszę o komentarze. Dodają mi naprawdę dużo weny, a po każdym kolejnym mam coraz większe chęci i zapał do pisania. Poprawiają mi też humor co przenosi się na lepsze pomysły, więc myślę, że po przeczytaniu warto coś naskrobać pod notką...



-Dlaczego te cholerne drzwi nie chcą się otworzyć?! – krzyknął zbulwersowany Malfoy po serii zaklęć którymi uderzył w drzwi.
-To Irytek. Pewnie użył zaklęcia, które daje nam pewność, że sami się nie wydostaniemy.
-Ale po co? – chłopak uderzył pięścią w drzwi.
-Dla zabawy. – Hermiona zaczęła chodzić po pomieszczeniu chcąc się choć trochę rozgrzać. Pocierała rękoma swoje ramiona.
-Może wysłać po kogoś patronusa? – zaproponował.
-Możesz spróbować ale wątpię żeby coś dało. Fakt, że tyle zaklęć otwierających nie daje żadnego efektu świadczy o tym, że nie mamy do czynienia ze zwykłym zaklęciem blokującym założonym na drzwi, ale czymś co rozbraja wszystkie zaklęcia rzucone w tej sali.
-Czyli? – zapytał zdezorientowany Ślizgon.
-Czyli… jesteśmy w dupie. – powiedziała dosadnie Hermiona siadając na jednej z ławek i opierając się o ścianę. Była strasznie zmęczona po posprzątaniu całej klasy w dodatku czuła się nie najlepiej, było jej słabo i marzyła o położeniu się w swoim łóżku. Malfoy opierał się o ścianę pod drugiej stronie pomieszczenia omijając Gryfonkę wzrokiem. W pokoju zapadła cisza. Po jakiś 10 minutach blondyn przerwał ją.
-I co zamierzasz przez ten czas robić? – odezwał się naburmuszony. Hermiona spojrzała na niego rozbawiona.
-Słucham? A ty byś chciał coś robić ZE MNĄ? – ostatnie dwa słowa podkreśliła dosadnie.
-No skoro już tu razem siedzimy to może porozmawiamy… - powiedział cicho jakby tak naprawdę nie chciał żeby te słowa padały.  Gryfonka nie umiała uwierzyć w to co słyszy. On, Dracon Malfoy, naczelny arystokrata i dupek Hogwartu, który przez większość wojny był po stronie Voldemorta, który patrzył spokojnie gdy jego ciotka dręczyła ją Cruciatusem teraz chce z nią normalnie rozmawiać.
-Nie wierzę. – wyszeptała, jednak w tej idealnej ciszy jej słowa zabrzmiały jak dzwon i uderzyły w stojącego pod ścianą chłopaka. Stali tak jeszcze chwilę w milczeniu.
-Myślisz, że szybko nas znajdą? – zapytał.
-Nie wiem.
-Myślisz, że będą cię szukać?
-Nie wiem.
-Co cię łączy z tym Bułgarem? – wypalił zanim zdążył się ugryźć w język. Szatynka spojrzała na niego oszołomina.
-Słucham?! A co ty o tym wiesz? – była w nie małym szoku. Draco stwierdził, że lepiej będzie jak to pociągnie i sensownie wytłumaczy.
-Widziałem jak dał ci pewną…przesyłkę… No wiesz, to nowy Ślizgon… chciałem wiedzieć co go może łączyć z…
-Szlamą? – dokończyła za niego wściekła.
-„Ja pierdole. Serio, aż tak źle ze mną, że ona ma o mnie takie zdanie?” – pomyślał zdegustowany – … z tobą. – dokończył. Hermiona mierzyła go nienawistnym wzrokiem.
-Dobra. Nie ważne. Nie było pytania. – powiedział zażenowany sytuacją. Po kolejnych 10 minutach to dziewczyna przerwała ciszę.
-Ta przesyłka była od Wiktora. – oznajmiła cicho.
-Kruma?
-Tak…
-Utrzymujesz z nim kontakt?
-Od czasu do czasu wysyłamy do siebie jakiś list. Jest trochę… zadufany w sobie.
-Można się było tego spodziewać po najlepszym w świecie szukającym.
-Albo zwyczajnie po szukającym… - odpowiedziała zjadliwie. Aluzja do Malfoya była, aż zbyt wyraźna. Blondyn jednak nie poddawał się.
-Rozumiem, że narzekasz na Pottera? – zapytał.
-On jest akurat wyjątkiem potwierdzającym regułę. – Ostatnie słowa powiedziała załamującym już się głosem. Było jej cholernie zimno, uczucie osłabienia przybierało na sile. Cienkie ubrania ani trochę nie chroniły ją przed panującym w lochach chłodem. Zaczęła się delikatnie trzęść.
-Granger. Wszystko w porządku? – zapytał Draco z delikatną niezidentyfikowaną nutką w głosie. Czyżby to był niepokój? Nie, nie możliwe…
-Bardzo mi zimno. – powiedziała cicho. Smoka w momencie wmurowało w posadzkę. W jego głowie myśli latały z zawrotną prędkością niczym złoty znicz odbijając się jedna od drugiej. Hermiona skulona na ławce drżała z zimna. Była taka piękna, słodka, krucha i delikatna. Poczuł dziwne ukłucie w sercu.
-„Zimno jej.” – pomyślał. Przejęcie chłopaka może wdawać się dziwne, ale musimy go zrozumieć. Jeszcze nigdy w życiu nie czuł tego rodzaju troski. Owszem, przejmował się czasem różnymi ludźmi: swoją matką martwiącą się o życie jego i ojca, Zabinim który lubił wpadać w tarapaty. Ale nigdy nie czuł tego przejęcia połączonego z dziwnymi szarpaniami w żołądku. Nigdy nie czuł tak wyraźnie jak wtedy, że musi coś zrobić.
-Załóż to. – usłyszała po kilku chwilach Hermiona. Gdy podniosła wzrok zobaczyła Ślizgona podającego jej swoją czarną bluzę. Nie protestowała, zbyt źle się czuła.
-Dlaczego? – zapytała przeciągając ją przez głowę.
-Mi jest ciepło. A nie chcę żebyś mi tutaj zamarzła. Wyglądasz kiepsko. – Draco usiadł obok niej i przyłożył rękę do czoła. – Granger ty masz gorączkę. – tym razem w jego głosie zdecydowanie było słychać niepokój.
-Ja.. jak to? – zapytała.
-I to wysoką. Dlatego ci zimno i masz dreszcze. – chłopak podszedł do regału i wziął z niego szklankę. Wycelował różdżką i wymamrotał zaklęcie. Powtórzył jeszcze raz zirytowany brakiem efektów.
-Irytek, blokada… -przypomniała mu Hermiona na co chłopak zaklął.
-Może i nie jestem medykiem z Munga, ale wiem, że podczas gorączki musisz dużo pić.
-Dam radę. – powiedziała słabo. Chłopak podszedł do niej i przygryzł wargę. Pomimo choroby wyglądała przepięknie. Zarumienione policzki, blada twarz, delikatnie zmierzwione włosy.  Mimowolnie usiadł obok niej karcąc się w myślach. Głowa Gryfonki momentalnie opadła na jego ramię. Poruszyło go to, poczuł nagle w sercu takie dziwne…ciepło. Uśmiechnął się pod nosem i objął ją ramieniem.
-„Smoku, przestań. Co ty na Salazara wyprawiasz? Postradałeś zmysły?” – krzyczał głos w jego głowie.
-Dlaczego to robisz? – zapytała.
-Co robię?
-Jesteś dla mnie miły. –Draco nie wiedząc co odpowiedzieć siedział chwilę w milczeniu. Sam jest ciekaw czemu to robi.
-Bo chce to wszystko zmienić.
-Czemu?  – pytała dalej. Znowu zapadło milczenie, po jakimś czasie chłopak odezwał się.
-Przepraszam. – szepnął. Hermiona miała wrażenie, że się przesłyszała. Dracon Malfoy, naczelny arystokrata Hogwartu dręczący ją od pierwszego spotkania, walczący przez większość wojny po stronie Voldemorta chce teraz ją przeprosić? Zwykła szlamę? Chłopak ciągnął dalej. – Przepraszam za swoją bezsilność. Wtedy kiedy Bella cię torturowała. Ja… ja naprawdę nie mogłem nic zrobić. To nie było dla mnie łatwe, ale gdyby tylko spróbował ja również dostałabym Cruciatusem a was by zabili. Nie mogłem nic zrobić. – jego głos załamywał się z każdym słowem – Przepraszam. – Hermiona nie wiedziała co ma zrobić. Była w zbyt wielkim szoku.
-Czemu mnie przepraszasz? Po co ci moje wybaczenie? – zapytała w końcu. W jej głosie wyraźnie czuć było zaskoczenie i zagubienie. Po raz kolejny w sali zapadła grobowa cisza. Oboje bili się z myślami. W końcu Draco odpowiedział.
-Od tamtego dnia. Kiedy zwijałaś się z bólu na podłodze na moich oczach. Ta scena śni mi się prawie codziennie. I za każdym razem, każdym jednym razem budzę się z… - urwał. Te słowa wyraźnie nie umiały mu przejść przez gardło.
-Z…? – ciągnęła Miona.
-…z poczuciem winy. – wyrzucił w końcu. Brązowowłosa zrozumiała dlaczego nie umiał tego wypowiedzieć. Malfoyowie są z zasady rodem pozbawionym ludzkich uczuć  takich jak miłość, żal, troska, poczucie winy. Z pewnością to wyznanie wiele go kosztowało. Tym bardziej biorąc pod uwagę do kogo było ono skierowane.
-Nie jestem w stanie ci uwierzyć. – oznajmiła spokojnie.
-Nie dziwię ci się. I nie liczę na to, że mi wybaczysz. Chce jednak żebyś wiedziała, że żałuję. Chociaż brzmi to paradoksalnie to tak jest. Ja, Dracon Malfoy – żałuje. – Hermiona spojrzała prosto w jego oczy. Piękne, stalowe oczy, które teraz tonęły w smutku i zmartwieniu. Zapach perfum blondyna wdzierał się do jej nozdrzy i opanowywał zmysły. Czuła się teraz tak… bezpiecznie. Nie umiała myśleć. Jej ciało odmawiało jej posłuszeństwa, było jej coraz bardziej słabo, z powodu gorączki niemiłosiernie piekły ją oczy i policzki. Całe jej ciało drżało. Nie umiała się powstrzymać. Zamknęła oczy i zasnęła. Draco widząc to odczekał chwilę po czym przeniósł ją na podłogę. Przeszukał całą salę. Znalazł kilka płacht materiału z czego zrobił dziewczynie prowizoryczne legowisko z prześcieradłem, kocem i poduszką. Zerknął na wielki zegar wiszący w kącie. Było już po drugiej w nocy. Usiadł z powrotem na tej samej ławce, na której wcześniej siedział z Granger i oparł się o ścianę. Rozmyślał o tym co przed chwilą między nimi zaszło i czy dobrze robi. Spojrzał na śpiącą Hermionę. Byłą taka krucha i delikatna. Miał nadzieję, że szybko ich znajdą i zaprowadzą ją do Skrzydła Szpitalnego. Chciał choć trochę naprawić to co zepsuł przez te 6 lat. Chciał przestać być tym obmierzłym dupkiem dla wszystkich. A w szczególności dla niej. Jednak czuł, że to jest bez sensu. Jego nazwisko wykluczało jakąkolwiek więź pomiędzy nimi.
-„Z resztą jaką więź byś widział między sobą a Granger?” – usiłował się wykpić w myślach. W końcu zasnął. Obudziło go głośny huk. Gdy otworzył oczy zobaczył wchodzących do klasy McGonagall i Dumbledora. Hermiona dalej spała jak gdyby nigdy nic.
-Tak myślałam, że tu jesteście. – powiedziała z ulgą wicedyrektorka.
-Nareszcie. – mruknął Malfoy schodząc z stolika. – Irytek nas tu zablokował. A ją trzeba zanieść do Skrzydła Szpitalnego. Ma wysoką gorączkę. – wskazał na Gryfonkę.
-Rozumiem. – odpowiedziała Minewra klękając przy swojej wychowance.
-Swoją drogą. To nie dopuszczalne, żebyśmy siedzieli to zamknięci przez całą noc z winy szkolnego ducha. – syknął ze złością patrząc w stronę dyrektora Hogwartu.
-Owszem panie Malfoy. To niedopuszczalne. Dlatego zajmę się tym osobiście, żeby taka sytuacja więcej nie miała już miejsca. Proszę przyjąć moje przeprosiny. Pan i panna Granger jesteście zwolnieni dziś z lekcji. – Tu uśmiechnął się trochę. – Proszę więc z tego skorzystać, jeżeli się pan pośpieszy, zdąży jeszcze na śniadanie. – Draco prychnął tylko i wyszedł kierując się w stronę swojego dormitorium. Nie był głodny. Chciał zostać po prostu sam.

wtorek, 2 kwietnia 2013

Rozdział 3


A więc w końcu jest nowy rozdział. Przepraszam ale sami rozumiecie - święta, nie miałam kiedy pisać. Po skończeniu stwierdzam że przydałaby się mi jakaś beta. No ale nie wiem za bardzo kto. No dobra... Nie przedłużając. Zapraszam do czytania :)

Hermiona opierała się o ścianę pod gabinetem wicedyrektorki. McGonagall nie było w gabinecie przez co dziewczyna była zmuszona stać pod drzwiami i czekać. Jeszcze nawet nie zaczął się pierwszy szlaban, a już miała go serdecznie  dość. Mogłaby w tym czasie pouczyć się i powtórzyć wiadomości na jutrzejsze lekcje, albo chociaż poczytać jakąś ciekawą książkę. Ostatnio znalazła w bibliotece bardzo ciekawy tytuł dotyczący obiekty żywe w martwe i z powrotem w sposób, który nie zaburza funkcjonowania obiektu transmutacji. Do tej pory opanowało to tylko kilku czarodziejów, ale podobno ostatnio doszło do jakiegoś przełomu w tej dziedzinie… Jej rozmyślania przerwał Malfoy.
-Granger jak zwykle pilna uczennica. Muszę cię zmartwić ale wysiadywanie pół godziny wcześniej przed gabinetem nauczyciela nie zwolni cię ze szlabanu.
-Cześć Malfoy. Również nie miło mi cię widzieć. – fuknęła dziewczyna. Chcąc nie chcąc musiała zwrócić uwagę na wygląd chłopaka. Miał na sobie białą bluzę z kapturem i czarne jeansy, luźne ale dobrze eksponujące tyłek ślizgona… - „O Boże! Czy ja właśnie pomyślałam o jego tyłku? Nie… nie możliwe. Hermiono wybij sobie to z głowy!”- myślę, że każdemu z nas znana jest sytuacja w której chcemy przestać o czymś myśleć i w efekcie myślimy o tym bardziej intensywniej? W takiej sytuacji została właśnie postawiona nasz bohaterka, której umysł zachodził coraz dalej zaczynając myśleć jak Ślizgon wyglądałby bez tych zbędnych spodni… -„Nie! Błagam! Mózgu wyłącz się! Mózgu przestań!” – krzyczała w myślach brązowooka. Na szczęście przyszedł ratunek.
-Panno Granger, panie Malfoy. Bylibyście łaskawi wejść do środka? – zapytała zniecierpliwiona Minewra stojąc na nimi przy otwartych drzwiach do jej gabinetu. – Ja rozumiem, że jeszcze żyjecie wakacjami, ale pora przestać bujać w obłokach i zejść na ziemię. – Speszona Hermiona przeprosiła i zaraz weszła do środka, a za nią Draco, który najwyraźniej też trochę się zamyślił. W gabinecie dostali jeszcze 15 minutowy wykład na temat współpracy, radzenia sobie z gniewem  i wywiązywania się z obowiązków jakimi są obciążeni. Gdy opiekunka domu lwa powiedziała im już wszystko co miała powiedzieć kazała im skierować się do Skrzydła Szpitalnego gdzie szkolna pielęgniarka miała dla nich robotę. Pożegnali się i niechętnie powędrowali w wyznaczonym kierunku. Na miejscu pani Pomfrey pokazała im składzik z eliksirami leczniczymi, różnego rodzaju opatrunkami itp. gdzie mieli posprzątać. Pomieszczenie nie należało do największych, więc oboje byli zmuszeni do bliskiego kontaktu ze sobą.
-I jak Granger? Zadowolona z siebie? – zapytał Malfoy nienawistnym głosem kiedy zostali sami.
-Słucham? – Gryfonka nie wiedziała o co mu chodzi.
-Nie udawaj głupią. To przez ciebie tu ugrzęźliśmy. – syknął.
-Że co proszę? Przeze mnie? Chyba kpisz! To tylko i wyłącznie twoja wina! Twoja i twojego chorego samouwielbienia.
-To ty na mnie wpadłaś biegnąc jak idiotka po szkole.
-Śpieszyłam się na lekcje!
-A co mnie to obchodzi? Teraz przez to twoje śpieszenie się muszę tu gnić z… tobą. – zawahał się przy ostatnim słowie.
-Śmiało. Powiedz to. – zachęciła go Hermiona, której ręce już trzęsły się ze złości.
-Co?
-Że jestem szlamą. Bo tak chciałeś zakończyć prawda? Ale powiem ci coś. – odwróciła się tu do niego i spojrzała mu prosto w oczy. Twarz Hermiony znajdowała się zaledwie kilka centymetrów od twarzy ślizgona. – Może i nie jestem czarodziejką czystej krwi. Może i jestem szlamą. Ale jestem dumna z tego kim jestem i kim są moi rodzice, przyjaciele, moi najbliżsi. I nie zmieni tego nic. Nic! A już szczególnie docinki wrednego, rozpuszczonego arystokraty, który zachowuje się jakby miał kompleks małego penisa! - Draco nie wiedział co ma na to odpowiedzieć. Gryfonka wydawała się czytać mu w myślach. – Najlepiej nie mówmy już nic. – powiedziała i zabrała się za układanie fiolek. Malfoy stał jeszcze przez chwilę analizując słowa dziewczyny, po czym obrócił się w stronę półek i również zajął się układaniem.


Hermiona ułożyła ostatnie pudło na półkę i bez słowa odwróciła się na pięcie wyszła. Darcon po raz pierwszy w życiu naprawdę poczuł się jak powietrze. Aż ciarki przeszły go po plecach. Może rzeczywiście trochę przesadził z tym zrzucaniem winy na nią? A raczej przesadził z dokuczaniem jej przez ostanie 7 lat…
-„Idioto zamknij się. To szlama. Jakbyś inaczej chciał ją traktować?” – karcił się w myślach wychodząc. Było co prawda dopiero chwilę po 20 ale był już strasznie zmęczony i marzył o tym, żeby pójść do łóżka. Gdy wszedł do swojego dormitorium przywitał go wylegujący się na łóżko Blaise z książką w ręku.
-Hej Smoku. I jak tam na szlabanie z panną G? – Smok zmierzył tylko przyjaciela zimnym wzrokiem. Ściągnął bluzę, rzucił ją na łóżko i wszedł do łazienki. Pod prysznicem siedział na pewno ponad 20 minut puszczając maksymalnie gorącą wodę. Nie wiedział jak powinien ją traktować, ale nie chciał żeby to wyglądało to tak jak teraz. Nie wiedział czemu tak bardzo pragnie tej zmiany. Nie wiedział też za bardzo co ma zrobić dalej. Gdy wyszedł spod prysznica w całym pomieszczeniu unosiła się para gęsta jak mleko. Malfoy obwinął swoje czerwone od wrzątku ciało ręcznikiem w pasie. Przetarł ręką zaparowane lustro. Przeczesał włosy i spojrzał sobie prosto w oczy.
-Co się z tobą dzieje Smoku? – zapytał sam siebie na głos. Pamiętał swoją reakcję po zobaczeniu Granger przed gabinetem McGonagall. Wyglądało tak niesamowicie… pociągająco. – Przez chwilę nawet zamyślił się na jej temat za co potem niesamowicie się karcił. Westchnął. Zaczęło mu się robić zimno przez różnicę temperatur. Wyszedł z łazienki i zaczął się już kierować do swojej szafy, gdy poczuł jakby stopy wmurowało mu w ziemię. Przy biurku Zabinego jak gdyby nigdy nic siedział sobie obiekt jego rozmyślań i rozmawiał sobie z właścicielem wyżej wymienionego biurka. Wzrok obojga uczniów skierował się na Malfoya a ten nie wiedział co robić : uciekać z powrotem do łazienki czy może od razu z dormitorium? Zebrał się jednak w sobie i powiedział najbardziej obojętnym tonem jaki był w stanie z siebie wydobyć.
-Co ona tu robi? – Wypowiedzenie tych czterech słów wymagało od niego wiele wysiłku. Jednak otrząsnął się i powolnym nonszalanckim krokiem podszedł do swojej szafy żeby wyjąć jakieś ciuchy.-„Czy my się wydaję czy właśnie paraduje praktycznie nagi przed Granger?” – zapytał siebie w myślach. Starając się zachować powagę i spokój wyjął z szafy szare spodnie dresowe i czarny podkoszulek.
-Hermiona przyszła do mnie z paroma dokumentami do podpisania. Rozumiesz…sprawy perfektów naczelnych. – odpowiedział mu Diabeł z szerokim uśmiechem na ustach. Gryfonka była cała spięta i wyraźnie nie wiedziała gdzie podziać wzrok. Z jednej strony chciała zamknąć oczy i wyjść z pomieszczenia jak najszybciej a z drugiej coś wewnątrz jej pragnęło dalej oglądać półnagiego Ślizgona póki ma do tego okazję.
-Więc streszczajcie się. Jestem zmęczony i chce iść spać. – odpowiedział Malfoy.
-Ja… Ja już idę. – powiedziała Granger w ciągłym szoku. Nie miała pojęcia, że oni mają razem pokój! – Zabini. Jak możesz to podpisz to i zanieść do McGonagall, gdyby jej nie było w gabinecie znaczy, że jest u Dumbledora. To… to cześć. –powiedziała dziewczyna i prawie wybiegła z dormitorium.
-Ładnie ją speszyłeś. – powiedział Blaise patrząc się jeszcze chwilę w stronę drzwi.
-Po co ona tu przyszła?
-Już ci mówiłem. Dokumenty. – chłopak machnął plikiem papierów.
-Nie mogła ci dać tego kiedy indziej?
-Nie. Nie mogła, bo one akurat są bardzo ważne. Przejrzę je, podpiszę i muszę od razu odnieść. – Smok prychnął. I zaczął się przebierać. – Swoją drogą to było interesujące. – kontynuował – wyszedł z łazienki owinięty samym ręcznikiem i jak gdyby nigdy nic zacząłeś ze mną rozmowę. Tej tu o mało serce nie stanęło. Tym bardziej, że twój ręcznik groził zsunięciem się w każdej chwili. Wtedy dopiero dziewczyna by miała przeżycia.
-Zamknij się. Jestem zmęczony. – Draco starał się uciąć rozmowę.
-Taaak? A kiedy się tak zmęczyłeś? Na tym szlabanie? Więc musiało się dziać… - Blaise nie dawał za wygraną.
-Palant. – skomentował cicho Draco i położył się na łóżku plecami do przyjaciela. Zabini już siedział cicho przeglądając dokumenty a Malfoy znowu pogrążył się w swoich myślach. Po chwili przerwał ciszę w pokoju.
-Diable?
-Hmm? - mruknął chłopak pisząc coś.
-Co robisz jeżeli nie chcesz o czymś myśleć? – zapytał.
-Przeważanie albo czytam książkę, albo latam na miotle. Jeżeli sytuacja jest poważna idę się napić. Ale lepiej nie uciekać od problemów tylko dobrze je przemyśleć i rozwiązać bo one i tak cię w końcu dogonią.
-A co jeżeli nie potrafisz ich rozwiązać?
-Rozmawiasz z najlepszym przyjacielem. Podpowiem ci, że w twoim przypadku jest to najseksowniejszy facet w szkole i przy okazji najlepszy rozgrywający w historii Hogwartu. – odpowiedział z uśmiechem.
-Chyba śnisz. – prychnął blondyn i rzucił w Zabiniego poduszką.
-Dobra już uspokój się. Idę to zanieść. – machnął kartkami w stronę Draco i skierował się w stronę drzwi. – Wypij sobie kilka szklanek ognistej. To najlepszy lek na baby. – rzucił od niechcenia.
-A skąd niby przyszedł ci pomysł… - odwrócił się oburzony Malfoy.
-Smoku. Nie udawaj. – uciął brunet i wyszedł. Jego przyjaciel obrócił się z powrotem do ściany.
-Idiota. – mruknął. Jego myśli krążyły jeszcze przez chwilę wokół różnych tematów, aż po chwili kapitan ślizgonów zasnął słodko jak dziecko.


-Po co byłaś wczoraj u ślizgonów? – zapytała się Ginny podczas obiadu następnego dnia.
-Ja… byłam zanieść Zabiniemu dokumenty do podpisania. A skąd o tym wiesz? – Hermiona speszyła się lekko przypominając sobie wczorajszą sytuację w dormitorium dwóch chłopaków z domu węża.
-Mam swoje źródła. – uśmiechnęła się ruda. – Nie działo się tam nic ciekawego?
-Jak na przykład co?
-No nie wiem. Byłaś w pokoju dwóch najseksowniejszych chłopaków w szkole. Leżała tam jakaś damska bielizna albo coś w tym typie.
-Boże. Ginny uspokój się! Nic się działo! – oburzyła się Hermiona. – „O zgrozo nawet bielizny nie widziałam.” – dodała sobie w myślach przywołując w pamięci idealnie wyrzeźbione ciało Malfoya.
-Hej dziewczyny. Co tam? – zapytał Ron przysiadając się do nich.
-Nic wartego rozmowy. Zrobiłeś już zadanie na zielarstwo? – Ronowi w tym momencie zrzedła mina.
-Jeszcze nie…
-Ron! To ostatni rok! Wziąłbyś się w końcu do roboty. – zbulwersowała się Hermiona.
-Ale ja chciałem to zrobić. Nawet szukałam jakiś informacji ale kompletnie nie wiem jak się za to zabrać. Myślałam, że mi pomożesz…
-Nie. Nie pomogę ci. Ten temat wcale nie jest taki trudny, a wszystkie potrzebne informacje znajdziesz w podręczniku. Mam teraz bardzo dużo na głowie i odrabianie wszystkich prac domowych razy dwa całkowicie odpada.
-To co ja mam zrobić? – zapytał zrozpaczony Ron.
-Postarać się. Powinno wystarczyć. – odpowiedziała zła Hermiona.
-Coś nie tak? – Harry podszedł do przyjaciół słysząc tylko końcówkę rozmowy.
-Nic. Nie przejmuj się. – odpowiedziała mu Ginny. Chłopak niepewnie usiadł obok Granger i nałożył sobie na talerz trochę gulaszu.
-Jak było wczoraj na szlabanie? – zapytał.
-Na początku trochę się naprzykrzał. Ale potem mu dogadałam i siedział już cicho. – fuknęła Hermiona bez entuzjazmu.
-Chociaż tyle. Jakby coś się działo poważnego to daj znać. Wiesz, że możesz na nas liczyć. – uśmiechnął się. Hermionie zaraz zrobiło się cieplej na sercu.
-Dziękuje. – odpowiedziała również z uśmiechem na ustach.
-Właśnie! Jakby co to my się nim zajmiemy! – powiedział z entuzjazmem Ron mając ciągle pełne usta.
-Ty się na razie zajmij wypracowaniem na zielarstwo. – Brązowooka sprowadziła go na ziemię. – Najgorsze jest to, że zostało mi jeszcze 6 szlabanów z nim. Nie wiem jak to wytrzymam. Mam nadzieję, że nie będzie mu się chciało kłócić bo chyba wysiądę nerwowo przy tym idiocie.
-Dasz radę. Jako pierwszoklasistka poradziłaś sobie z Duszącym Zielem a w ostatniej z Malfoyem nie dasz rady? – Harry pokrzepił przyjaciółkę.
-To ja już wolę Duszące Ziela, eliksiry wielosokowe, bazyliszki, siedzieć nieprzytomna w wodzie i czekać aż mnie ktoś łaskawie uratuje… - odpowiedziała zrezygnowana. – Dobra. To ja już będę lecieć do siebie. Muszę się pouczyć i zrobić wszystko teraz bo po szlabanie chciałabym poczytać taką książkę którą ostatnio dorwałam…
-Nie musisz się tłumaczyć. Powodzenia. – przerwała jej Ginny uśmiechając się ciepło.
-Dziękuje. – odpowiedziała podniesiona na duchu po czym skierowała się w stronę wyjścia. Odrobienie zadań domowych nie zajęło jej bardzo dużo czasu, powtórzenie materiału na następne lekcje też nie sprawiło jej żadnych trudności. Jednak gdy już skończyła było blisko 18. Ubrała t-shirt w kolorze czerwonego wina, na to drugi, czarny z niewielkimi dziurami, czarne dopasowane spodnie zapinane na zamek z tyłu. Włosy spięła w niedbały kok. Spojrzała do lustra. Wyglądała naprawdę dobrze, makijaż trzymał się bez żadnych zastrzeżeń. – „Przestań. Przecież idziesz tylko na szlaban z Malfoyem. Po co w ogóle zwracasz uwagę na swój wygląd?” Zerknęła na zegarek – 17:50. Pora iść na drugi szlaban z Draconem Malfoyem.


-Nie rozumiem po jaką cholerę mamy sprzątać sale do eliksirów skoro jest nieużywana. – marudził blondyn po drodze do lochów.
-Po to żeby w szkole był porządek. A poza tym zawsze mogło być gorzej. – odpowiedziała mu szatynka. Wchodząc do lochów poczuła chłód na ramionach co wywołało gęsią skórkę. Mogła ubrać jakiś sweterek. No ale nic… może sprzątając się rozgrzeje? Oby szybko się uwinęli chciała jeszcze poczytać trochę u siebie. Podczas kiedy gryfonka intensywnie myślała o swoim czasie wolnym jej towarzysz przypatrywał się jej bacznie. Musiał przyznać że Granger wyładniała i to bardzo. Jej ciało stało się bardziej kobiece co podkreślała swoimi ubraniami. A ubierała się zupełnie inaczej niż kiedyś, bardziej „z pazurem”. I ten styl o wiele bardziej podobał się Draco. To wszystko sprawiało, że przypominała swoim byciem rasową kotkę..
-„Co? Uspokój się smoku. Rasowa szlama? To jakiś oksymoron. Przestań myśleć i ogranicz ognistą…” – oboje zamyśleni, każdy o czymś innym nawet nie zauważyli kiedy znaleźli się przed wyznaczoną salą dosyć daleko od często odwiedzanej części lochów, gdzie znajdowała się sala eliksirów i dormitorium ślizgonów.
-Sala ma być podobno otwarta. – powiedziała Hermiona bardziej do siebie niż do Malfoya. Chłopak nacisnął klamkę. W środku było tak ciemno że oboje nie byli w stanie niczego dostrzec.
-Lumo – powiedziała cicho Hermiona wyciągając różdżkę przed siebie po czym im oczom ukazał się zakurzony i zagracony pokój, który wyglądał jakby ostatnio używali go założyciele Hogwartu. Wszystkie ławki przykryte były skrzyniami i pudłami o różnych wielkościach a na każdym z nich spoczywała kilkucentymetrowa warstwa kurzu.
-Zajebiście. No to mamy co robić aż do ukończenia szkoły. – odezwał się Draco ironicznie. Hermiona podeszła do pochodni wiszących na ścianach i za pomocą zaklęcia podpaliła wszystkie po kolei.
-A więc lepiej zabierzmy się za sprzątanie od razu. – Przez cały czas pracy nie odezwali się do siebie ani słowem z czego Hermiona była niesamowicie zadowolona. Jednak dosyć często czuła na sobie spojrzenie chłopaka przez co czuła się dosyć nieswojo. Starała się tym nie przejmować, ale nie bardzo jej to wychodziło. W kółko myślała o ślizgonie i o jego zachowaniu. Draco robota szła gładko. Ciężkie pudła nie były dla niego żadnym problemem. Rozpraszała go tylko obecność gryfonki. Nie potrafił się powstrzymać, żeby od czasu do czasu nie zerknąć na jej zmagania z bałaganem. Na jej ruchy bioder, odgarnianie włosów, poprawianie bluzki… Za każdym jednym razem karcił się przy tym i niechętnie wracał do pracy. Posprzątanie sali zajęło im około czterech godzin, więc skończyli chwilę po 22. Oboje zmęczeni popatrzyli na siebie.
-Dobra robota. – powiedział Malfoy zanim zdążył się ugryź w język.
-Tak. Dobra robota. – odpowiedziała zaskoczona Hermiona.
-A więc możemy już wra… - w tym momencie rozległ się ogromny huk. Oboje zerknęli w stronę drzwi – zamknięte. Rzucili się do klamki. Nie pomagało ani używanie siły, ani zaklęć. Po drugiej stronie słychać było głośny śmiech.
-Irytek! – syknęła Hermiona.
-Hej ty! Masz to natychmiast otworzyć! – krzyczał Malfoy.
-To nic nie da. – powiedziała Hermiona. Śmiech za drzwiami ucichł co mogło oznaczać tylko to, że najbardziej nieznośny duch Hogwartu znudził się i odszedł.
-Jak to „nie da”? Więc co mamy robić? – zapytał wkurzony.
-Czekać aż zauważą, że na nie ma i przyjdą. – Hermiona zrezygnowana oparła się o ścianę. Znowu dostała gęsiej skórki przez wszechobecny chłód.
-A więc utknęliśmy?
-Tak. Utknęliśmy tu Malfoy. – westchnęła.




Na zakończenie chciałam dodać informacje.
Istnieje opowiadanie Dramione pod adresem http://jak-slizgoni-z-gryffonami.blogspot.com/
Nie czytajcie, a jeżeli czytacie do przestańcie ponieważ autorka jest złodziejką która ukradła pracę Vanetii Noks z bloga http://dramione-dwa-swiaty.blogspot.com/ , której opowiadanie serdecznie polecam.